Rzućcie wszystko i jedźcie na Dolny Śląsk – choćby na weekend

Categories Podróże, Polska

Dolny Śląsk kocham za różnorodność, bo są i góry, i doliny, i zamki, i podziemia, i piękne miasteczka. Można tam spokojnie spędzić niejeden dwutygodniowy urlop – a gdy brak czasu, to jeździć na weekendy, zwłaszcza że dzięki dobremu skomunikowaniu stosunkowo szybko dotrzemy do Wrocławia z Warszawy, Łodzi czy Poznania.

Najbardziej w podróży lubię zaskoczenie, które pojawia się, gdy wiedziona przypadkiem, docieram do miejsca, o którym wcześniej nie słyszałam, a okazuje się równie piękne jak perełki z listy „10 miejsc w regionie, które musisz zobaczyć”. W ostatniej podróży po Dolnym Śląsku takim odkryciem było malutkie, ledwo 3-tysięczne Bardo na trasie z Kłodzka do Wrocławia.

Pierwszy raz tę nazwę usłyszałam tydzień wcześniej, gdy wracałam z weekendu w Kotlinie Kłodzkiej. Przejeżdżałam przez uroczą miejscowość, która bardzo przypominała mi włoskie miasteczka, majestatycznie istniejące sobie gdzieś niedaleko głównych dróg, które za nic sobie mają upływ czasu. Po prostu są; jak Bardo – z nietypowym, ale bardzo romantycznym kamiennym mostem, górującą nad maksymalnie dwupiętrową zabudową bazyliką, otoczone niewysokimi Górami Bardzkimi (tak, są takie. To przedłużenie Gór Sowich, a ich najwyższy szczyt ma 765 m n.p.m.).

Dopiero później doczytałam, że Bardo jest popularne z powodu spływów pontonowych Przełomem Bardzkim. To najbardziej malowniczy odcinek Nysy Kłodzkiej o długości 14 km. Spływ nie jest niebezpieczny, to raczej nieśpieszne podziwianie widoków niż walka żywiołem.

Dolny Śląsk to region nie tylko dla zmotoryzowanych. Koleje Dolnośląskie dojeżdżają do wszystkich większych miast, po drodze zatrzymując się nawet w małych wsiach. Wydłuża to podróż, ale jednocześnie umożliwia dotarcie w zasadzie wszędzie.

Ruszamy?

Twierdza Srebrna Góra – jeden z najpiękniejszych górskich fortów w Europie

Jedziemy na południe, do mojej ukochanej Kotliny Kłodzkiej. Zanim dojedziemy do Kłodzka, w Ząbkowicach Śląskich (zwanych przez wieki Frankenstein. Żadnych złych skojarzeń – miasto jest naprawdę ładne i zdecydowanie warte zwiedzenia) skręćmy do Srebrnej Góry. Korzenie miasta (dziś wsi) sięgają XVI stulecia, a dwa wieki później na wzgórzu wybudowano twierdzę, która miała bronić przed wrogimi najazdami Śląsk, zdobyty przez Prusy w 1740 r. Twierdza składa się z sześciu fortów, a jej piękno docenić można przede wszystkim oglądając ją na zdjęciach robionych z drona. Dopiero wtedy w pełnej krasie można zobaczyć doskonale wykorzystanie terenu i potęgę tego miejsca.

 

Twierdza nierozerwalnie związana jest z Fryderykiem Wielkim, który uczynił z Prus jedno z najpotężniejszych państw ówczesnej Europy. Bardzo twardą ręką zarządzał armią – z tego okresu pochodzi określenie „pruski dryl”. W twierdzy można obejrzeć przykłady kilku nieludzkich narzędzi, służących do torturowania żołnierzy (choć generałowie woleli mówić o musztrowaniu), którzy nie byli w stanie podołać rygorowi. Wśród nich „hiszpański osioł”, czyli drewniany kloc w kształcie piramidy, na którym żołnierz siadał niczym na koniu czy ośle właśnie. Na grzbiecie miał metalowe wypustki, które wbijały się w ciało. Aby przysporzyć więcej cierpienia, nogi skazańca obciążano kilkukilogramowymi workami. Bolało okrutnie, a katorga trwała nierzadko kilka godzin.

Po Srebrnej Górze oprowadzają przewodnicy przebrani w stroje z epoki. Usługa w cenie biletu. Warto skorzystać.

Kłodzko – najciekawiej pod ziemią

Jedźmy dalej na południe. Mijamy wspomniane już Bardo i wjeżdżamy do Kłodzka. Najbardziej znaną jego atrakcją jest twierdza – również związana z Fryderykiem II Wielkim, który za cel postawił sobie fortyfikowanie podległych mu ziem.

Można zwątpić, czy jest sens odwiedzać twierdzę w Kłodzku, skoro dopiero co opuściliśmy Srebrną Górę. Z pewnością, bo o ile w Srebrnej Gorze najciekawsze znajduje się na zewnątrz, to do Kłodzka przyciąga licząca 600 m podziemna trasa turystyczna. Kłodzczanie drążyli je od XIII do XVII wieku drążyli pod miastem głębokie, liczące nawet 30 m głębokości, piwnice. Powstała gęsta, kilkukondygnacyjna sieć korytarzy i komór. Z czasem zmalało znaczenie podziemnych magazynów. Kłodzko utraciło swój średniowiecznych charakter, miasto się rozrosło.

Po latach ludzie zapomnieli o tych niepotrzebnych już korytarzach. W latach 50. XX wieku, a więc krótko po tym, jak niemieckie dotychczas miasto przeszło w polskie ręce, zaczęły pękać ściany staromiejskich kamienic. Te w najgorszym stanie trzeba było rozebrać, ale właśnie dzięki temu budowlańcy zorientowali się o istnieniu korytarzy, które następnie zaczęli badać naukowcy. Udało się odratować stare centrum miasta, kamienice zostały w odpowiedni sposób zabezpieczone i ustabilizowane. Dodatkowo zadecydowano, by część niezasypanych piwnic udostępnić turystom. Przebieg Podziemnej Trasy Turystycznej wyznaczono w 1966 r. Nieprzypadkowo nadano jej imię Tysiąclecia Państwa Polskiego. W 1976 r. podziemny szlak otwarto dla zwiedzających.

Z Kłodzka na zachód – do Kudowy Zdroju, na Szczeliniec i do Skalnego Miasta

Siedząc na rynku podejmijmy decyzję, czy jechać na zachód, a więc w kierunku Kudowy Zdroju, czy na wschód. Jeśli wybierzemy pierwszy wariant, możemy spędzić urocze godziny przechadzając się po eleganckich parkach zdrojowych w Kudowie, Dusznikach i Polanicy. Lata płyną, a one zachowały swoją elegancję. Najbardziej tłoczno jest w Kudowie, więc w sezonie trochę trudno poczuć się niczym przedwojenny letnik, więc warto odwiedzić wszystkie, by mieć porównanie.

Czytaj też: A gdyby tak rzucić wszystko i jechać w góry? Odwiedzamy schronisko, w którym 60 osób aplikowało na jedno miejsce pracy

Cudem przyrody są fantastyczne formacje skalne. Po czeskiej stronie będzie to Skalne Miasto, do którego w niewiele ponad pół godziny dojedziemy z Kudowy, po polskiej – Szczeliniec Wielki, najwyższy szczyt Gór Stołowych. Ja wolę właśnie Szczeliniec, którego „zdobywanie” (cudzysłów celowy, bo trudno mówić o zdobywaniu góry, która ma 919 m n.p.m.) dzieli się na dwie części. W pierwszej wchodzimy po 665 kamiennych stopniach i dochodzimy do wybudowanego w stylu tyrolskim schroniska PTTK. Jest to jedno z dwóch schronisk w polskich górach, do których nie dojeżdża żaden samochód. Transport produktów odbywa się za pomocą wyciągu towarowego – po prostu są wciągane.

Masyw Śnieżnika i Jaskinia Niedźwiedzia, czyli wschodnia część Kotliny

Jeśli na weekend wybierzemy wschodnią część Kotliny, polecam nocleg w Międzygórzu. Wioska jest uroczo położona, a jej popularną atrakcją jest Wodospad Wilczki. Ładny sam w sobie, ale zaskoczenie powoduje też szczelne „zabudowanie” go tarasami widokowymi.
Międzygórze to dobry wybór dla tych, którzy chcą wejść na Śnieżnik. Góra nie jest trudna, ma tylko 1425 m n.p.m. – ale jako że jest najwyższym szczytem Masywu Śnieżnika, wchodzi w skład Korony Gór Polskich. To 28 najwyższych szczytów w Polsce, z których najwyższe są Rysy, a najniższa Łysica w Górach Świętokrzyskich. Do Korony zalicza się też Szczeliniec Wielki.

Spod Śnieżnika kierujemy się na północ do popularnego miasteczka uzdrowiskowego, którego nazwa została rozsławiona przez film „Miś”. Mowa o Lądku Zdroju. Parę kilometrów za Lądkiem znajduje się atrakcja przeznaczona dla osób, które nie mają klaustrofobii i nie będą mieć pretensji, gdy resztę dnia przyjdzie im spędzić w brudnych ubraniach: Jaskinia Radochowska. Pierwsze metry pokonamy trzymając się łańcuchów, a później trzeba już w pełni zaufać sobie, bo żadnych zabezpieczeń nie ma. Czasem trzymamy się ściany, czasem idziemy na kolanach. Wejście tylko z przewodnikiem.
To tylko wstęp do wizyty w najciekawsze jaskini w regionie, a wielu twierdzi, że i w Polsce – Jaskini Niedźwiedziej. Słynie z pięknej szaty naciekowej (stalaktyty, stalagmity…). Liczba wejść w ciągu dnia jest ograniczona, więc w weekendy (zwłaszcza w sezonie letnim) warto dokonać rezerwacji.

Kto poznał już cuda Kotliny Kłodzkiej, może planować kolejne weekendowe wypady. Jakie inne dolnośląskie trasy można „uskutecznić” w dwa dni? Na pewno Karkonosze. Wyruszając z Karpacza, dotrzemy na Śnieżkę, ze Szklarskiej Poręby – na Szrenicę. Przejście całych Karkonoszy zajmie już trochę więcej czasu i raczej nie uda się wrócić w niedzielę późnym wieczorem do Warszawy czy Poznania – ale przy nieco wydłużonym weekendzie powinno się już udać.

Zamek Książ i tajemnice księżnej Daisy

Punktem obowiązkowym kolejnego scenariusza jest zamek Książ na obrzeżach Wałbrzycha. To bajkowy budynek położony na skale, który, jak każdy chyba na Dolnym Śląsku zamek czy pałac, ma swoje tajemnice. Jakie plany miał wobec niego Hitler? Co skrywają podziemia? To tylko kilka pierwszych z brzegu niewyjaśnionych historii. Pamiętajmy, że jesteśmy w Wałbrzychu, który od kilku lat silnie kojarzy się z zagadkowym złotym pociągiem – tu jedna tajemnica ociera się o drugą…

 

fot. evel 80_20

 

Zamek, który przez wieki należał do rodziny Hochbergów, miłośnikom lokalnej historii kojarzy się z księżną Daisy, zwaną niekiedy „śląską Sisi”, jedną z najpiękniejszych kobiet początku XX wieku. Wprawdzie nie pochodziła z Dolnego Śląska, a nawet po tym jak sprowadziła się tu do męża, wiele podróżowała, ale bardzo mocno ukochała książański zamek i zrobiła wiele dla lokalnej społeczności. Dbała o dzieci – gdy dowiedziała się, że w okolicach Wałbrzycha jest najwyższa śmiertelność noworodków w Cesarstwie (dochodziła do 70 proc.!), stworzyła dla nich stacje z mlekiem pasteryzowanym. Organizowała szkoły zawodowe, ochronki, fundowała przychodnie dla chorych. O jej przebojowości krążą legendy – podobnie zresztą jak o ubraniach i imponującym, bo mającym aż 6,7 m sznurze pereł.

Na marginesie – piękny zamek skrywa rozczarowujące wnętrza. Kto odwiedzał wnętrza pałacowe w innych miejscach, śmiało może zrezygnować.

Góry Sowie: jedna z największych tajemnic II wojny światowej

A skoro o tajemnicach mowa, to z Wałbrzycha pojedźmy do Sztolni Walimskich – „Kompleks Rzeczka” w Górach Sowich. Wchodzą one w skład Kompleksu Riese (z niemieckiego: Olbrzym). To kryptonim ogromnego, ale niedokończonego projektu górniczego III Rzeszy. Jaki cel przyświecał nazistom, którzy zarządzili zbudowanie (rękami pracowników przymusowych i jeńców z pobliskiego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen) sieci połączonych ze sobą korytarzy oraz wielkich podziemnych hal produkcyjnych? Nie budzącej wątpliwości odpowiedzi na to pytanie nie ma, a poszlaki są różne: tajna kwatera Hitlera, miejsce, w którym budowana będzie broń atomowa…

Pomimo wielu niejasności, na te i inne pytania spróbują odpowiedzieć przewodnicy w sztolniach wchodzących w skład kompleksu. Łącznie jest ich siedem, ale dla ruchu turystycznego udostępniono 3. Pozostałe są zbyt niebezpieczne.

Te przykładowe trasy pokażą osobom, które po Dolnym Śląsku dotychczas nie miały okazji podróżować, jego magię. Ale uwaga! Apetyt rośnie w miarę jedzenia i niewykluczone, że spotkamy się wkrótce gdzieś w labiryncie Błędnych Skał czy podziemiach Zamku Książ, które niedługo mają zostać otwarte dla zwiedzających.… Ale to już inna historia.

 

Zdjęcia: materiały promocyjne ze stron internetowych gmin Bardo i Stoszowice oraz Zamku Książ

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *