Tamara Łempicka – skandalizująca za życia, zapomniana na kilka dekad, dziś na nowo rozpala kolekcjonerów sztuki

Categories Kultura

Matejko, Wyspiański, może Witkacy – odpowiedzą przechodnie na pytanie o najsłynniejszych polskich malarzy. Jakieś panie w tym gronie? Tu już trudno o taką pewność.

Nazwisko Tamary Łempickiej jest może jakoś kojarzone, ale że była ona najsłynniejszą polską malarką, do tego „królową art deco”? Zasłużona dla światowej sztuki Tamara powoli wraca do ludzkiej świadomości, a to za sprawą niebotycznych (przynajmniej gdy wziąć pod uwagę polskie malarstwo) cen, jakie jej obrazy osiągają na aukcjach. Najnowszy rekord padł w połowie listopada 2018 r. Obraz „La Musicienne” z 1929 r. sprzedano za zawrotną sumę 9 087 500 dolarów.

Nie po raz pierwszy płótno Łempickiej sprzedano za ponad milion dolarów. Serwis „Onet” wyliczył, że ponad 20 obrazów polskiej malarki uzyskało cenę ponad miliona dolarów. Za „La Dormeuse” nabywca zapłacił 6,6 mln dol., za „Portret Madame M.” — 6,1 mln dolarów.

Renesans po nowemu

Podobnie jak wielu artystów okres międzywojennego, wiodła skandalizujące życie: narkotyki, seks grupowy, nieustające romanse. Do tego była jednak doskonała artystką. Portretowała przede wszystkim kobiety, którym nadawała alabastrową, nieco wyidealizowaną, kryjącą tajemnicę twarz i chłodne spojrzenie. Jej modelki były idealne, niedostępne, eteryczne. Hipnotyzowały spojrzeniem.

Już jako nastolatka jeździła regularnie do Włoch, gdzie zetknęła się ze sztuką renesansowych mistrzów. Ta inspiracja jest widoczna w jej późniejszych pracach , ale wiele dodała od siebie. Jej znakami firmowymi są wyraziste cienie, niekonwencjonalna stylizacja i budowanie postaci z uproszczonych brył.

Niektórzy zarzucali jej manieryzm, ale nawet jeśli to prawda, to ona uczyniła z niego rozpoznawalny styl, któremu pozostała wierna. Gdy art deco stał się już tylko hobby dla zbieraczy starych obrazów, nie przestawiła się na abstrakcję czy jakiekolwiek inne malarstwo, którego nie czuła. Przez ostatnie 30 lat życia mogła już tylko wspominać lata świetności, gdy każde nowe płótno było wydarzeniem artystycznym. Stała się ekscentryczną starszą panią, która nie do końca pogodziła się z tym, że jej czas minął. A może jednak wszystkich przechytrzyła, bo wiedziała, że któregoś dnia jej obrazy znów będą były rekordy na aukcjach?

Posłuchajmy więc historii Polki urodzonej w Petersburgu, która najlepsze lata życia spędziła w Paryżu, a w przededniu wojny uciekła z Europy do USA, gdzie przeszła na artystyczną emeryturę.

 

Ciało za wolność męża

Urodziła się w 1898 r. w Warszawie jako córka Polki i zamożnego żydowskiego prawnika. W 1911 roku przeniosła się do Sankt Petersburga, gdzie za dnia pobierała lekcje rysunku w Akademii Sztuk Pięknych, nocą zaś korzystała z wszelkich uroków miasta.

Niewykluczone, że gdy otaczała ją już tylko wielka woda, wracała myślami do pikantnych scen. Wątpliwe, by jakąś przesadną uwagę kierowała w stronę swego średnio udanego pierwszego małżeństwa. Tadeusz Łempicki był mężczyzną bardzo przystojnym, zawsze otoczonym wianuszkiem adoratorek. Pochodził jednak z niezbyt majętnej rodziny, a sytuacji nie ułatwiał fakt, że sam nie należał do szczególnie pracowitych ludzi. Gdy dowiedział się, że Tamara może wnieść do małżeństwa wysoki posag, nie trzeba było namawiać go do zaręczyn. Para wzięła ślub w 1916 r. Kilka miesięcy później na świat przyszła ich córka. Tamara nie miała więcej dzieci.

Łempiccy lubili bywać i korzystać z życia. Młoda małżonka nie odmawiała sobie przyjemności obcowania z innymi mężczyznami i kontynuowała romanse już kilka tygodni po ślubie. Bezpruderyjność przydała się, gdy Tadeusz został aresztowany przez bolszewików. Szwedzki konsul obiecał pomoc, ale w zamian za to Tamara miała stać się jego kochanką. Przystała na taką wymianę usług.

Rozwinąć skrzydła jako artystka mogła w Paryżu, do którego trafiła po aresztowaniu męża. Gdy dzięki jej aktywnej pomocy został uwolniony, porzucił Rosję i również przeniósł się do miasta nad Sekwaną, które z każdym dniem zapominało o wojennej traumie i przypominało, że nie bez przesady jest stolicą sztuki i kultury.

Siostra Adrianna przekonała Tamarę, by kształciła się na malarkę. Nie chodziło o sentymenty czy realizację hobby – Tamara zwyczajnie potrzebowała pieniędzy. Wychowywała dziecko, a mąż nie dość, że nie garnął się do pracy, to też z każdym kolejnym tygodniem stawał się obcym człowiekiem. Czas aresztu pozostawił na nim ślady, małżonkom coraz trudniej było się ze sobą dogadać.

Tamara uczyła się więc malarstwa. Okazała się uczennicą bardzo utalentowaną, więc pierwsze sukcesy zaczęły przychodzić szybko. Jej styl, łączący kubizm z elementami nowoczesności, spodobał się zarówno krytykom, jak i kolekcjonerom.

Pochwały napędzały ją do dalszej pracy. Malowała całymi dniami, a za modeli często służyli jej przypadkowi ludzie, w których zobaczyła coś nieoczywistego, pociągającego. Nocami korzystała natomiast z uroków Paryża. Była pełnoprawnym członkiem bohemy artystycznej z wszystkimi związanymi z tym atrybutami: dużo piła, paliła, ale też uczestniczyła w długich dyskusjach o sztuce i kondycji człowieka.

Były też narkotyki, bez których nie byłaby w stanie prowadzić tak aktywnego życia i balować do rana. Choć Bogiem a prawdą, powroty przed wchodem słońca nie były wynikiem wyłącznie imprez w lokalach o różnej reputacji, lecz także przygodnego, często grupowego, seksu. Biseksualność Tamary nie była żadną tajemnicą.

 

Autoportret w bugatti

W tym okresie, a konkretnie w 1925 r., Tamara namalowała swoje najbardziej rozpoznawalne dzieło. „Autoportret w zielonym bugatti” prezentuje jednak nie tylko samą artystkę, lecz w ogóle kobietę wyemancypowaną, nowoczesną, ale przy tym tajemniczą feministkę. Regularne rysy twarzy, alabastrowa cera i posągowy profil – czy to wszystko nie przypomina klasycznych rzeźb greckich? Dla kontrastu, muza ubrana w czapkę—pilotkę i zwiewny szal (podobny miała Isadora Duncan, co skończyło się dla niej tragicznie, gdy wkręcił się w koła kabrioletu) przedstawiona jest w eleganckim samochodzie. Kobieta prowadząca auto to był prawdziwy ewenement!

Obraz został przygotowany na zlecenie niemieckiego magazynu „Die Dame”. Podobno jego wydawca zobaczył w Monte Carlo prowadzącą samochód artystkę i zamówił u niej podobny obraz na okładkę. Być może była to faktycznie ona (choć zaprzeczała), lecz z pewnością nie siedziała wtedy za kierownicą bugatti, gdyż jeździła w tamtym okresie żółtym renault.

Są artyści, którzy zbyt szybko upajają się sukcesem i zamiast dalej ciężko pracować, wydają bez opamiętania zarobione pieniądze, balują i piją na umów. To z cała pewnością nie był przypadek Łempickiej, która wyznawała wprawdzie zasadę, że należy żyć, jakby jutra miało nie być, ale do tego naprawdę przykładała się do obowiązków. Przed 35. rokiem życia zarobiła pierwszy milion dolarów, który, biorąc pod uwagę dzisiejszą wartość nabywczą, odpowiadałby 10 mln dolarów. Sukces niebywały.

Mniej szczęśliwie ułożyło się małżeństwo artystki. Tadeusz Łempicki miał dość jej kontrowersyjnego trybu życia. W 1931 r. para rozwiodła się.

Lekarz od męskości i koniec dotychczasowego świata

Wkrótce po tym, jak sąd orzekł rozwód, Tamara zaczęła się spotykać ze starszym o 30 lat Rosjaninem, Siergiejem Woronowem. Ogromną popularność lekarz ten zawdzięczał opracowanej przez siebie kuracji, która starszym mężczyznom miała przywracać sprawność seksualną. Odbywało się to w sposób, którego późniejsza nauka nie kontynuowała, a mianowicie poprzez przeszczepianie komórek z jąder małp do gonad pacjentów i nie narzekał na brak klienteli. Lista pacjentów nie była upubliczniona, ale spekulowano, że metodą interesuje się prezydent Mościcki, który właśnie ponownie się ożenił. Na pewno skorzystał prezydent Turcji, Mustafa Kemal Atatürk, który chciał, by widziano w nim człowieka nowoczesnego i zrywającego z tradycją.

Tamara odrzuciła oświadczyny Woronowa, a wkrótce rozpoczęła romans z arystokratą Raoulem Kuffner de Dioszegh. Swego czasu jego rodzina posiadała największe dobra ziemskie w monarchii Habsburgów, ale wybranek był nie tylko bogaty, lecz również bardzo elegancki i z doskonałymi manierami. Dla takiego człowieka malarka była gotowa ustabilizować się. Niech nas to nie zmyli: było to tożsame z z zaniechaniem szalonego życia. W dalszym ciągu utrzymywała kontakty seksualne z innymi mężczyznami i to za zgodą małżonka. Parę łączyło bardzo silne porozumienie intelektualne, więc mąż nie miał pretensji o to, że zaspokojenia zupełnie inne natury szuka dość regularnie w objęciach innych mężczyzn.

 

Tamara zostawiła za sobą szalone, skandalizujące życie

Sielankę życia przerwały czarne chmury, które od początku lat 30. zbierały się nad Europą. Stąd decyzja o wyjeździe. Kilka miesięcy zwłoki mogło rodzinę kosztować w najlepszym razie utratę majątku, w najgorszym – życia. Małżonkowie Kuffner de Dioszegh z niepokojem słuchali docierających coraz szerszym strumieniem informacji o poczynaniach Adolfa Hitlera w III Rzeszy. O ile nie rządzący we Włoszech Mussolini nie wywoływał w nich szczególnego lęku, to już kanclerz, który nie krył się z zamiarem oczyszczenia Europy z Żydów, już tak. Jako że oboje byli Żydami (choć ona tylko po ojcu), podjęli przygotowania do opuszczenia kontynentu. Najpierw przetransferowali majątek, a w lutym 1939 r. wsieli na statek i tym samym uratowali życie.

Uratowali się, ale wyjazd z Europy oznaczał dla Tamary koniec wielkiej kariery. Jej obrazy nie cieszyły się w Ameryce jakąś wielka popularnością, zresztą art deco po wojnie został zastąpiony przez zupełnie inne prądy. Na szczęście pokaźny majątek pozwolił małżonkom na spokojne życie, ale o latach spędzonych za Wielką Wodą nie można się już rozpisać. Tamara przeżyła męża o 20 lat. Zmarła w 1980 r. w Meksyku, ale nie pozwoliła na długo osobie zapomnieć. Wkrótce pewnie kolejne rekordy na aukcjach…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *