Panna Hawley nadaje z Katmandu. Elizabeth Hawley udokumentowała ulotność gór

Categories Bez kategorii, Książki, Ludzie/ Świat

 

Wycieczek górskich nie poważała. Choć na wyciągnięcie ręki miała piękne trasy trekkingowe o różnym stopniu trudności, nigdy nie zdecydowała się na żadną wędrówkę. Mimo to ponad 50 lat życia poświęciła najwyższym górom świata, nie opuszczając Katmandu. Każda ekspedycja wcześniej czy później pojawiała się u niej na audiencji, w trakcie której następowało oficjalne odpytanie ze wszystkich szczegółów dotyczących wejścia. Na podstawie tysięcy rozmów powstała ogromna baza wiedzy o Himalajach. Pomimo upływu czasu – bezcenna.

Odważna, niepokorna, konsekwentna. Kim była Amerykanka, która w latach 50. ubiegłego wieku najpierw ruszyła w podróż dookoła świata, a później osiadła w Nepalu, o którym nikt na Zachodzie praktycznie nic nie wiedział poza tym tylko, że to kraj targany wewnętrznymi sporami?

 

Nie wiem, czy gdybym poznała młodą Elizabeth Hawley, mogłabym się z nią zaprzyjaźnić. Chyba nie. Bernadette McDonald na podstawie dziesiątek rozmów opisała ją jako zamkniętą w sobie kobietę, która podchodziła do innych z wielka rezerwą i naprawdę wiele beczek soli trzeba było z nią zjeść, by otworzyła się na swego rozmówcę. Co ciekawe, kilkoro himalaistów uważało ją za swoją przyjaciółkę, podczas gdy ona żadnego z nich nie traktowała w jakiś wyjątkowy sposób. Raczej grzecznie, acz stanowczo.

Ta zamknięta i dawkująca sobie towarzystwo innych Elizabeth Hawley zrobiła jednak dla himalaizmu więcej niż niejedna grupa wspinaczy. Przez kilkadziesiąt lat prowadziła kroniki wypraw w najwyższe góry świata. Rejestrowała wszystkie szczegóły: skład grupy, czas wejścia i zejścia, opis warunków po drodze, nietypowe zdarzenia. Szybko utrwaliła się zasada, z którą żaden wspinacz polemizować nie śmiał. Ledwie grupa zeszła ze szlaku i doszła do hotelu, by po wielu dniach spania w namiotach położyć się w łóżku, a tu dzwonił telefon. Zmęczony kierownik grupy, mamrocząc pewnie przekleństwa w swoim języku (a Katmandu to prawdziwy tygiel językowy, w którym przebywają jednocześnie obywatele dziesiątek państw), schodził do hotelowego lobby – to w czasach przed komórkami – i wcale nie musiał pytać, kto ledwie kilkanaście godzin po zakończeniu ekspedycji przerywa jego spokój. Po drugiej stronie niezawodna panna Hawley, która nalegała na jak najszybsze spotkanie, by bez zbędnej zwłoki przeprowadzić wywiad na temat zdobycia szczytu.

Choć „wywiad” to i tak delikatne ujęcie tej rozmowy. Niektórzy himalaiście porównywali rozmowę raczej do przesłuchania przez służby. Kiedy bowiem coś się pannie Hawley nie zgadzało w opisie, stawała się bardzo natarczywa i poddawała w wątpliwość „zeznania” himalaistów. Niejednokrotnie okazywało się, że słusznie, bo ekspedycja próbowała przypisać sobie jakieś zasługi: ot, na przykład, jakieś rekordowo szybkie wejście na szczyt. Media w kraju mogłyby zapiać z radości, premier przyznać jakąś nagrodę i nikomu by nie przyszło do głowy, by sprawdzić wiarygodność opowieści wspinaczy. Ale nie Elizabeth Hawley, która była niczym księgowa, która nie przepuści dokumentu, póki ma jakieś wątpliwości co do liczb.

Czytaj też: Droga Słonia urwała się, jak to bywa, w górach, nagle. Biografia Artura Hajzera

Wrodzona nieufność sprawiła więc, że kilka prób górskiego oszustwa zostało zidentyfikowanych zanim jeszcze nieuczciwi wspinacze wysłali do swoich ambasad telegramy, w których chwalili się niezwykłymi osiągnięciami.

Cieszyła się ogromnym autorytetem i często jej zdanie pozwalało rozstrzygnąć wątpliwości związane ze zdobywaniem górskich szczytów.

Co zabawne, choć przez kilkadziesiąt lat mieszkała w Nepalu, nigdy nie zdecydowała się nawet na trekking, o chodzeniu po górach nie wspominając. Zresztą pytania himalaistów i znajomych o brak zainteresowania chodzeniem traktowała ze zdziwieniem, podkreślając, że przecież jest reporterem i chodzenie po górach do niczego nie jest jej potrzebne. Była szczerze zdziwiona, że ludzie nieustannie zakładają, że skoro całe życie zawodowe związała z opisywaniem wejść ekspedycji, to musi jakoś szczególnie mocno kochać góry.

A gdzie tam.

        

fot. Pixabay
fot. Pixabay

   

Elizabeth nie chciała być jak koleżanki z przedmieść

Strażniczka gór. Tak najczęściej się o niej mówiło. Albo kronikarka gór. Jej przeogromna baza stanowi największy zbiór informacji o wejściach w góry wysokie. W czasach przedinternetowych była to kopalnia wiedzy dla ekspedycji, które chciały dowiedzieć się więcej o mało popularnych trasach. Dziś to niezawodne źródło wiedzy dla dziennikarzy i pisarzy zajmujących się tematyką wysokogórska, a z czasem – pewnie i historyków, bo z czasem tematyka zdobywania gór przyciągnie zainteresowanie również naukowców.

A jest co badać. „Himalayan Database” zawiera opisy 9,5 tysiącach wysokogórskich ekspedycji, które odbyły się na 450 szczytów. W kolejnych teczkach i plikach znajdziemy nazwiska ok. 70 tysięcy uczestników tych wypraw.

Miss Hawley (nigdy nie wyszła za mąż i zwracała rozmówcom uwagę, by tytułować ją „panna”) urodziła się w 1923 r. Stanach Zjednoczonych. Już odbierając dyplom ukończenia wydziału historii wiedziała, że nie chce prowadzić życia typowego dla amerykańskich kobiet zaraz po II wojnie światowej, a więc czekać z obiadem na męża, otoczona gromadką wesołych dzieci. „Telewizor, meble,  mały fiat” (w wersji zza oceanu) były nie dla niej, więc nie dość, że nie umawiała się na randki, by uniemożliwić jakiemukolwiek mężczyźnie uczynienie ją żoną (a przynajmniej nic nie wiemy o tym, by miała randkować), to jeszcze zaoszczędzone pieniądze wydawała na podróże. Czasem z koleżanka, czasem samotne.

I nie były to byle jakie podróże, bo młodziutka Elizabeth podróżowała po zrujnowanej Europie, Afryce, Bliskim Wschodzie, na którym zawsze wrze. W 1957 r. ruszyła w dwuletnią podróż dookoła świata. Rok później po raz pierwszy trafiła do Katmandu i nie była to wprawdzie miłość od pierwszego wejrzenia, ale po wyjeździe wracała wielokrotnie myślami do kolorowej, buzującej nieznanymi jej emocjami stolicy Nepalu.

Wkrótce przeniosła się tam na stałe. Znalazła pracę jako korespondentka Reutersa, z czasem podejmowała również inne aktywności zawodowe.

 

Książka Bernadette McDonald to nie tylko opowieść o Elizabeth Hawley, lecz również jej przyszywanej ojczyźnie. I to nie tylko o polityce i dworskich intrygach, ale przede wszystkim o tym, jak Nepal odkryli himalaiści z całego świata. Dziś w tym niewielkim kraju działają dziesiątki agencji, które organizują wyprawy wysokogórskie. Pierwsza agencja – Mountain Travel – powstała 1964 r. i duży swój udział miała w niej właśnie panna Hawley.

 

Wybrała Nepal. Do końca

W styczniu 2018 r. polskie media bardzo wiele uwagi poświęciły najwyższym górom świata. Po liczbie publikacji i atmosferze dyskusji można  by wręcz wnioskować, że górskie wędrówki to nasz sport narodowy. Tak się jednak składa, że od wielu lat (a w każdym razie odkąd skończył się czas „Lodowych bohaterów”, czyli himalaistów lat 70. i 80., którzy zdobywali najwyższe szczyty zimą, czym zasłużyli sobie na ogromny szacunek całego świata wysokogórskiego) rozmowy o górach przenosza się pod strzechy tylko wtedy, gdy coś się naszym zawodnikom nie uda. Wciąż pamiętam, jak łatwo Naród wydał wyrok na Adama Bieleckiego i (w mniejszym stopniu na Artura Małka) po tym, jak w 2013 r. przy wchodzeniu z Broad Peak śmierć ponieśli Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski. Nagle się okazało, że na temat „braterstwa liny” i kodeksu etyki wysokogórskiej każdy ma jakieś swoje zdanie.

W styczniu 2018 r. na chwilę zawładnął naszą wyobraźnią Tomasz Mackiewicz, który zmarł po tym, jak zdobył zimą Nanga Parbat. Wyczyn karkołomny i godny podziwu, bo „Naga Góra” to godna przeciwniczka.

Wątpliwe, by Elizabeth Hawley śledziła doniesienia na temat akcji ratunkowej na Nanga Parbat, w wyniku której udało się sprowadzić górską partnerkę Mackiewicza, Elizabeth Revol. Hawley była już wtedy bardzo słaba.

Kronikarka zmarła 26 stycznia 2018 r. Jej ciało zostało skremowane, prochy rozsypano w Nepalu – ojczyźnie z wyboru.

Miała 94 lata.

 

Książka Bernadette McDonald wyszła nakładem wydawnictwa Agora. Jak wspomniałam, to nie tylko bardzo spójnie i wartko opowiedziana historia życia Elizabeth Hawley, ale także wprowadzenie do współczesnej historii Nepalu, niewielkiego kraju, w którym leży 8 z 14 ośmiotysięczników świata, w tym najwyższy z nich Mount Everest.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *