„Wojna nie kończy się jak mecz – w chwili, gdy zabrzmi gwizdek sędziego”

Categories Kultura
KODAK Digital Still Camera

 

11 lipca 2020 r. przypada 25. rocznica masakry w bośniackiej Srebrenicy. To największe ludobójstwo w Europie po II wojnie światowej.

Masakra muzułmańskich mieszkańców miasta to najbardziej znane zdarzenie wojny domowej w Bośni i Hercegowinie, która toczyła się w latach1991-1995. Pochłonęła setki ofiar, zmusiła tysiące ludzi do opuszczenia domów, ale co najgorsze – poróżniła ludzi, którzy przez dziesięciolecia byli sąsiadami. Poprzez podsycanie nacjonalistycznych nut, mieszkający obok siebie Serbowie nagle zaczęli widzieć wrogów w Bośniakach. Linie podziału nierzadko przebiegały w rodzinach, bo w Jugosławii, która rozpadła się w 19991 r., mieszane małżeństwa nie były niczym nietypowym.

Serbskie oddziały paramilitarne przejęły kontrolę nad niewielką Srebrenicą w kwietniu 1992 r. Przez pewien czas miasto przechodziło z rąk do rąk, w końcu wiosną 1993 r. Srebrenicę odwiedził francuski gen. Philippe Morillon. Ogłosił, że miasto zostanie zdemilitaryzowane. Wymęczeni wojną ludzie nareszcie poczuli spokój. Do Srebrenicy zaczęli przybywać uciekinierzy z innych bośniackich miast.

 

Bezpieczeństwa w mieście pilnowali żołnierze ONZ. Błękitne hełmy były jednak słabo uzbrojone. Gdy w lipcu 1995 r.  11 lipca 1995 r. siły bośniackich Serbów, wbrew wcześniejszym porozumieniom, wkroczyły do Srebrenicy i zajęły muzułmańską enklawę, holenderscy żołnierze, którzy pełnili rotacyjną służbę, po prostu się poddali, pozostawiając ludzi na pastwę oddziałów gen. Ratko Mladića

ONZ wiedziało o bardzo trudnej sytuacji muzułmanów w Srebrenicy i nie zrobiło nic. Bezbronni ludzie zostali na łasce serbskich nacjonalistów.

Holendrzy biernie przyglądali się, jak „zdolni do służby wojskowej” muzułmańscy mężczyźni i kilkunastoletni chłopcy byli oddzielani od kobiet. Najpierw przetrzymywano ich w nieludzkich warunkach i torturowano, a w kolejnych dniach Serbowie ich rozstrzelali. Dokładna liczba ofiar nie jest znana. Z danych organizacji „Matek z enklaw Srebrenica i Żepa” zebranych na podstawie rozmów z ocalałymi, wynika, że w ludobójstwie zginęło 10 701 osób, w tym 1400 dzieci.

Choć od tragedii mija 25 lat, na miejscu nadal pracują zespoły, których zadaniem jest identyfikacja szczątków, tak by rodziny mogły pochować to, co pozostało po ich bliskich. Zadanie karkołomne, bo Serbowie, aby ukryć rozmiar zbrodni, przenieśli szczątki z jednej wspólnej mogiły do innej, więc kości przemieszały się.

O identyfikacji szczątek w pierwszych latach po tragedii opowiedział Wojciech Tochman w „Jakbyś jadła kamień”. To jedna z najważniejszych książek nie tylko o tragedii w Srebrenicy, ale w ogóle o  tamtej wojnie, która jest dostępna w języku polskim.

Pozycją, którą chcę Wam polecić, jest jednak „Wojna umarła, niech żyje wojna”. Gdyby ktoś przyszedł do mnie  i powiedział, że nie ma czasu ani ochoty na czytanie, ale mimo wszystko pragnie przeczytać w życiu jeden reportaż, to wskazałabym mu właśnie tę pozycję. To opowieść o tym, jakie mechanizmy sprawiają, że sąsiedzi stają się śmiertelnymi wrogami (mamy nasze polskie doświadczenia i widzimy, że ten problem niestety nie zna granic), o samym konflikcie, ale też o tym, że w sercach ofiar wojna nigdy się nie kończy. Ed Vulliamy opisywał wojnę w Jugosławii (poszukajcie w internecie przejmujących zdjęć z obozów dla Bośniaków, które wykonał), a po 20 latach wrócił, by zobaczyć, jak ludzie poradzili sobie z traumą tamtych wydarzeń.

Póki żyje pokolenie, którego dzieciństwo zostało brutalnie przerwane przez działania wojenne, takiego spokoju naród nie odczuje. Pozostaje głód sprawiedliwości (wprawdzie część dowódców serbskich została skazana, ale nie wszyscy), gniew, frustracja i chęć odwetu.

Na tylnej okładce książki, którą wydało Czarne, czytamy głębokie i bolesne zdanie: „wojna nie kończy się jak mecz – w chwili, gdy zabrzmi gwizdek sędziego”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *