„Sobremesa”. Hiszpańskie życie dookoła stołu

Categories Książki

 

Wydawnictwo Poznańskie od czasu do czasu zaprasza Polaków, którzy mieszkają za granicą – lub znają jakiś kraj bardzo dobrze – do napisania książki, która przybliży polskim czytelnikom realia jakiegoś miejsca za granicą. W ramach takiej współpracy powstała doskonała „Pokazucha”, w której Stasia Budzisz rozprawiła się ze stereotypem Gruzji jako kraju wiecznej zabawy, wina i przyjacielskich Gruzinów, którzy każdego klepią po plecach i są zawsze skorzy do pomocy. Myślę, że to była jedna z bardziej potrzebnych na polskim rynku książek. Powstała przenosząca nas do krainy baśni tysiąca i jednej nocy „Z miłości? To współczuję. Opowieści z Omanu” Agaty Romaniuk, na opowiedzenie o Grecji, swojej drugiej ojczyźnie, zdecydował się również znany z Polskiego Radia Dionisios Sturis. Na uwagę zasługują też książka o Finlandii i Szwecji.

Czytaj też: Finlandia o smaku lukrecji. Sisu, salmiakki i domek nad jeziorem

Czytaj też: Syndrom Bullerbyn, czyli Szwecja to nie tylko kraina kawą i cynamonowymi bułeczkami płynąca

¡Vamos a España! – Jedziemy do Hiszpanii!

Najnowsza książką z tej „serii bez nazwy” to kierunek wakacyjny: Hiszpania. Mikołaj Buczak, filolog hiszpański, zaprasza nas do kraju, w którym nie mieszka, ale z racji studiów i miłości do kultury bywał tam nie raz.

Jego debiutancka „Sobremesa. Spotkajmy się w Hiszpanii” to tak naprawdę zbiór różnych ciekawostek o Hiszpanii. Jeśli macie nadzieję przeczytać książkę reporterską, w której autor podąża jakimś konkretnym, wyznaczonym szklakiem – to nie ten tytuł. Żeby nie było rozczarowań, wyjaśnijmy już na wstępie: „Sobremesa” nie jest dla tych, którzy Hiszpanię znają, bo w niej byli albo sporo czytali. To zdecydowanie pozycja dla tych, którzy o Hiszpanii wiedzą mniej więcej tyle, że stolica to Madryt, a w Galicji często pada. Jeśli jedziecie na pierwsze w życiu wakacji na Costa del Sol, śmiało możecie włożyć debiut Mikołaja Buczaka do plecaka.  A jeśli wiecie znacznie więcej? Też możecie po nią sięgnąć, ale na pewno będą fragmenty, a może całe rozdziały, które tylko przelecicie wzrokiem w poszukiwaniu czegoś nowego.

Czytaj też: Codzienność w Omanie, fińska sauna i Grecja nie tylko w wakacje. Moje ulubione książki Wydawnictwa Poznańskiego

Nie ma jednej Hiszpanii

Myślę, że pisanie przekrojowych książek o Hiszpanii jest trudne, bo nie ma jednak Hiszpanii. Ja myślę o tym kraju jak o cebuli: są różne warstwy, które czasem nijak się do siebie mają. Statystycznego Andaluzyjczyka niewiele łączy z Katalończykiem, a wspomniana już galicyjska pogoda nijak się ma do słońca, z którym Hiszpania się w pierwszym odruchu kojarzy. Pozostająca przez wieki pod władzą Maurów Andaluzja rozwijała się zupełnie inaczej niż Kraj basków przy granicy z Francją. Mieszkańcy obu regionów mają inną historię, co innego ich kształtowało, mają inną literaturę, architekturę, a nawet język. Jak tu znaleźć wspólny mianownik?

 

Alhambra, dziedzictwo arabskie na półwyspie iberyjskim. Fot. Pixabay
Alhambra, dziedzictwo arabskie na półwyspie iberyjskim. Fot. Pixabay

Mikołaj Buczak używa bardziej romantycznego określenia niż „cebula”. Pisze o Hiszpanii jako mozaice. „Prawdziwa mozaika regionów, kultur, języków i tradycji, którą od kilkunastu lat próbuję ułożyć w logiczną całość. Próbuję, pomimo że wiem, iż tej wbrew pozorom bliskiej Hiszpanii ułożyć się nie da. Można ja stopniowo rozkładać na czynniki pierwsze, poznawać i odkrywać, wchodząc za każdym razem coraz  głębiej i zyskując nowe spojrzenie, a i tak okaże się studnią bez dna”.

Czytając „Sobremesa” nie mogłam powstrzymać się przed porównaniem jej do innej, podobnej książki.  W 2017 r. nakładem wydawnictwa Muza ukazała się „Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko”. Jej autor, Maciej Bernatowicz, przyjął podobny sposób opisywania Hiszpanii: wyciągał różne ciekawostki i snuł wokół nich opowieść. Jak więc wypada porównanie?

Bernatowicz znacznie więcej miejsca poświęcił historii regionów, które opisuje, dzięki czemu opowieść była pełniejsza. Nie przynudzał, nie zasypywał datami, ale pokazywał, jak wydarzenia z początku wieku – czy nawet średniowiecza – ukształtowały Andaluzję, Kastylię czy Katalonię. Buczak z opowiadania o historii praktycznie zrezygnował.

Książka Bernatowicza jest bogatsza w treść również dzięki temu, że ma o dobre sto stron więcej niż książka Buczaka. Tym, co z kolei zdecydowanie przemawia na korzyść „Sobremesa”  to staranna redakcja. W książce Bernatowicza znalazło się tak wiele naiwnych zdań, nietrafionych porównań czy przykładów dość infantylnego opisu, że parokrotnie zastanawiałam się, czy to aby nie blog przeniesiony na papier. W kilkunastu miejscach aż zęby zgrzytały, poważnie.

Ogromny punkt dla Wydawnictwa Poznańskiego za piękną okładkę. Hiszpańska mozaika, a jakże!

 

Hiszpan bez baru nie istnieje

Koniec porównań, siadamy przy hiszpańskim stole. Bo „sobremesa” to właśnie „przy stole”, a stół to bardzo ważne dla Hiszpanów miejsce. Ważne przy tym, by przy tym stole nie siedzieć samemu, a już najlepiej, gdy stół ten znajduje się w głośnym barze. „Życie to bar”, przekonuje autor w drugim rozdziale. Hiszpanie uwielbiają towarzystwo, lubią wychodzić, spotykać się na mieście. „Jeśli wracasz do domu przed trzecią w nocy, to nie wracasz z imprezy, tylko z kolacji” – przekonuje w innym miejscu. Zabawne? Cóż, z perspektywy polskich miast, w których po 23 trudno znaleźć otwarty lokal, zdecydowanie brzmi to egzotycznie.  Dla Hiszpanów to jednak żadna egzotyka i o ich życiu barowym można napisać setki stron.

A że tytuł zobowiązuje, z książki Buczaka dowiecie się, jaka jest historia tapas, czy Hiszpanie piją więcej wina czy może jednak piwo stanowi bardzo silną konkurencję i czy paella jest daniem typowym dla całej Hiszpanii, czy może tylko niektórych regionów. Czy dalibyście wiarę, że przed kryzysem w 2009 r. Hiszpanie na sam alkohol wydawali w barze średnio 95 euro? Ponad 400 zł na same napoje procentowe – toż to naprawdę „życie jak w Madrycie”! Nie jest żadną tajemnica, że statystyczny Polak do baru chodzi sporadycznie, a alkohol kupuje w dyskoncie, bo taniej. Często pije sam, na przykład oglądając w samotności mecz przed telewizorem. Dla Hiszpana obie te rzeczy – samotne picie i samotne oglądanie meczu – są nie do przyjęcia.

Po ciekawostkach okołokulinarnych, w kolejnych rozdziałach przyjdzie czas na przyjrzenie się różnym odcieniom hiszpańskiej duszy. Czy Andaluzyjczyk dogada się z madrytczykiem? Skąd dążenie basków do niepodległości i czy w Katalonii dogadamy się po hiszpańsku? Będzie też o tym, jak to jest z tą awersją Hiszpanów do nauki języków obcych. Czy faktycznie Hiszpanie mają jakąś blokadę przed nauka angielskiego czy może brak płynności mówienia wynika ze zwykłego lenistwa? Fajnie, że autor zajął się tą kwestią, bo narosło wokół niej sporo mniej lub bardziej fałszywych wyobrażeń.

Najbardziej zaskoczył mnie rozdział 10, w całości poświęcony hiszpańskiemu feminizmowi. Ten rozdział, który najmniej zainteresuje czytelnika, który chce „na szybko” zyskać jakąś wiedzę przed rozpoczęciem turnusu w Alicante. Okaże się natomiast kopalnią wiedzy dla kogoś, kto się tym tematem interesuje i dotychczas czerpał wiedzę z pojedynczych artykułów w prasie czy internecie. W „Sobremesa” będzie miał ten temat rzetelnie opisany na 20 stronach. Poza tym, że dowie się o początku ruchu emancypacyjnego, poczyta też o tym, jak się zmieniały przepisy dotyczące rozwodów i aborcji.

 

Park Güell, Barcelona. Fot. Pixabay
Park Güell, Barcelona. Fot. Pixabay

O miejscu ze zdjęcia powyżej przeczytasz tu: Szaleństwa Antonio Gaudiego. Nie tylko Sagrada Familia

 

Hiszpania to nie tylko zastawiony stół

Mam wrażenie, że choć Polacy od lat interesują się Hiszpanią (i to nie tylko w kontekście wakacyjnym: filologia hiszpańska jest tradycyjnie bardzo obleganym kierunkiem), to w naszym języku ukazało się bardzo niewiele książek, które w całości są jej poświęcone. Na szczęście wśród tej niewielkiej liczby są jednak tytuły, na które warto poświęcić czas. Kiedy  więc już przeczytacie „Sobremesa” i zechcecie przejść od ogółu do szczegółu, polecam doskonała książkę Katarzyny Kobylarczyk „Strup. Hiszpania rozdrapuje rany” (wyd. czarne). To opowieść o ludziach, którzy 60 lat po wojnie domowej nadal poszukują ciał ofiar reżimu, by godnie je pochować i oddać należną cześć. Rozmowy z tymi ludźmi to jednak tylko pretekst do rozważań o pamięci zbiorowej i wypieraniu  trudnych wspomnień. Czy możliwe jest oddzielenie bolesnej przeszłości grubą kreską i budowanie nowoczesnego społeczeństwa? Przykład Hiszpanii pokazuje, że upiory wcześniej czy później nas dogonią. Książka Katarzyny Kobylarczyk została nagrodzona jedną z najważniejszych polskich nagród literackich – Nagrodą im. Ryszarda Kapuścińskiego.

Dobrze czytało mi się również książkę Aleksandry Lipczak „Ludzie z Placu Słońca” (wyd. Dowody na Istnienie). Każdy rozdział poświęcony jest zupełnie innym osobom czy tematyce (a więc mozaika tematów, jak u Buczaka), z tym że każdemu tematowi autorka poświęciła znacznie więcej miejsca. Czyta się naprawdę dobrze. Największe wrażenie zrobił na mnie pierwszy rozdział, poświęcony deweloperowi, który oszukał tysiące kupujących, oferując, niemal dosłownie, zamki na piasku.

2 thoughts on “„Sobremesa”. Hiszpańskie życie dookoła stołu

  1. Autorka pisze źle….Pokazucha, Romaniuk i o Grecji to przeciez reportaz. Tak samo jak Strup czy Lipczak… Fiesta Bernatowicza ok, ale z reszta tytulow to tak jak porownywac Bulhakowa z Harrym Potterem bo obie to lektura w szkole…Sobremesa to podroznicza (na upartego literatura faktu) tak jak ta ksiazka o FInalndii czy Szwecji pisane przez blogerki.

    1. Ale zaraz, co jest źle? Przecież niczego nie porównuję, nie mówię, że jedne tytuły są wyraźnie lepsze od innych – a jedynie wymieniłam kilka tytułów. Te na początku to przywołanie książek z „Serii bez nazwy”, zas na końcu wymieniłam dwie książki o Hiszpanii, które warto przeczytać, gdy ktos sie tematem interesuje.

      Swoją drogą – w zbyt wielu spotkaniach autorskich uczestniczyłam i zbyt wiele wywiadów z pisarzami, dziennikarzami i reporterami (choć z reguły mogą się oni podpisać wszystkimi tymi rzeczownikami), by nie wiedzieć, że rozumienie słowa „reportaż” nie jest jednorodne. Bo co to w zasadzie jest reportaż? Martyna, Nie Lada Sztuka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *