Wisła to nie tylko skocznia i Małysz z czekolady. Niedźwiadki, warszawska Syrenka i wiele więcej w najbardziej wielokulturowym miasteczku regionu

Categories Podróże, Polska

 

Uwielbiam atmosferę górskich (i podgórskich) miejscowości. Dobrze czuję się w Karpaczu czy Szklarskiej Porębie, mam też tę cudowna właściwość, że będąc w Zakopanem, potrafię omijać Krupówki i cieszyć się widokiem willi z początku XX wieku. W rezultacie Zakopane bardzo lubię i wszystkim polecam próbę spojrzenia na nie z innej perspektywy: nie na to, co górale mają do zaproponowania turystom, lecz na to, co od ponad stu lat decyduje o wyjątkowości Zakopanego.

Przyszedł więc czas na kilka dni w Wiśle.

Wprawdzie plan był taki, że intensywnie będziemy z mamą penetrowały Beskid Śląski, ale to i owo się pokomplikowało i tym samym Skrzyczne, Klimczok czy Szczyrk pozostają białymi plamami na przyszłość.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dobrze poznałam Wisłę, o której chętnie Wam opowiem.

Najpierw zapraszam na spacer po centrum tego niemal 11-tysięcznego miasteczka, w kolejnym wpisie opowiem o Rezydencji Prezydenta RP, skoczni narciarskiej im. Adama Małysza i Jeziorze Czerniańskim. W okalającym go lesie można spotkać głuszca – ptaka pięknego, nietypowego i bardzo rzadkiego, wręcz zagrożonego wymarciem. Najpierw jednak, jak na typowego turystkę przystało, centrum miasteczka. Ruszajmy!

Dom Zdrojowy na Placu Bogumiła Hoffa

Centralnym punktem Wisły jest Plac Bogumiła Hoffa, który powstał w okresie międzywojennym. Miasto stało się wtedy miejscowością letniskową cieszącą się coraz większą popularnością i potrzebowało reprezentacyjnego budynku, który będzie łączył funkcje użyteczności publicznej (a więc siedzibę policji i poczty), jak też stworzy przestrzeń dla letników.

Projekt Domu Zdrojowego opracowano w 1935 r. Dwupiętrowy gmach pierwotnie mieścił sklepy, biura Urzędu Gminnego oraz pierwotnie – mieszkanie naczelnika gminy. Budynek Domu Zdrojowego sprzężony został z budynkiem Urzędu Pocztowego, który zaprojektowano w tym samym czasie na planie odwróconej litery L.

Niejeden przybywający do Wisły po raz pierwszy pomyśli, że Dom Zdrojowy wraz z pocztą to przypadkowy klocek niewpisujący się w charakter górskiego miasteczka. Faktycznie, w porównaniu z wieloma innymi Domami Zdrojowymi w innych miasteczkach na południu Polski ten w Wiśle raczej nie zostanie długo w pamięci, ale broń Boże nie można powiedzieć, że to jakiś socrealistyczny klocek stworzony na poczekaniu. Jak wspomniałam, Dom Zdrojowy powstał w drugiej połowie lat 30. ubiegłego wieku w stylu modernistycznym. To przy tym najbardziej wyraźny przykład modernizmu w Wiśle, ale u podnóży Beskidów ten styl przyjął się zaskakująco dobrze. Zainteresowanych niuansami dotyczącymi architektury odsyłam do tego wpisu .

Jego autor pisze tak: „Największe zmiany w architekturze, które miały wpływ na dzisiejszy kształt centrum miasta nastąpiły w okresie 20-lecia międzywojennego. W architekturze rozpoczyna się okres modernizmu /1918-1975/, styl który stawia na funkcjonalność; o pięknie decyduje przystosowanie budynku do funkcji jaka ma pełnić. Odrzuca sięganie do wzorów minionych epok, stylizację i zdobnictwo, wprowadza naturalne światło do wnętrz /duże okna/. Budynki cechuje prosta i nowoczesna bryła”.

Gmachy Domu Zdrojowego i Urzędu Pocztowego zasługują na uwagę również ze względu na to, że projektanci bardzo starannie przemyśleli cele, dla których maja powstać oba budynki o zupełnie różnych przecież funkcjach – i powiązali je w ramach dwóch różnych jednak budynków. Dziś, gdy każdy buduje, jak mu się podoba – i w poważaniu ma to, czy projektowany przezeń budynek wpisuje się w zabudowę  okolicy – takie dojrzałe podejście do projektu zasługuje na pochwałę.

 

Ewangelicy w Wiśle

W południowej części Placu znajduje się zabytkowy kościół ewangelicki Apostołów Piotra i Pawła. Duma wiślańskich ewangelików i najstarszy kościół w tym mieście: kamień węgielny pod budowę kościoła położono 29 czerwca 1833r.

Budowa trwała 5 lat. W latach 1861-1863 do korpusu kościoła dobudowano blok frontowy wraz z wieżą o wysokości 35 m. Kościół wzniesiono w stylu klasycystycznym.

Jak informuje na stronie internetowej parafia, w latach 30. XIX w. na niedzielne nabożeństwa uczęszczało ponad 800 osób, w święta 1200, a w wielkie uroczystości ponad 3000, a przecież Wisła miała wtedy mniej mieszkańców niż obecnie.

 

Dziś ewangelicy stanowią 1/3 mieszkańców Wisły, ale przodkowie dzisiejszych parafii protestanckich przez dziesięciolecia nie mogli swobodnie wyznawać religii. Udział w obrzędach kościołów innych niż katolicki był zabroniony na terenie Śląska Cieszyńskiego w latach 1654-1782. W tym czasie nabożeństwa protestanckie odprawiane były potajemnie w lasach (tzw. kościoły leśne). Jednym z takich miejsc jest zbocze góry Bukowej (713m n.p.m.), gdzie do dziś na leśnej polanie ustawione są drewniane ławki i kamienny ołtarz z wyrytym symbolem krzyża i kielicha, na którym widnieją daty 1654 i 1782.

13 października 1781 r. Cesarz Józef II – syn Marii Teresy, wydał Patent Tolerancyjny zezwalający ewangelikom odprawiać nabożeństwa, budować domy modlitw oraz szkoły. W dalszym ciągu nie było jednak mowy o równouprawnieniu religii: budowle przeznaczone dla protestantów nie mogły mieć wież oraz wejść od strony ulicy.

Nabożeństwa w leśnym kościele odbywają się jednak do dnia dzisiejszego. W każdą ostatnią niedzielę sierpnia ewangelicy spotykają, żeby uczcić pamięć poprzednich pokoleń.

 

 

Muzeum Beskidzkie

Po sąsiedzku znajdziemy również Muzeum Beskidzkie. To jedna z atrakcji, których nie dane mi było zobaczyć w związku z tym, że w czerwcu 2020 r. wiele miejsc nadal było dla turystów niedostępnych z powodu zagrożenia epidemiologicznego. Pozwolę więc skorzystać sobie z opisu, jaki znalazłam na stronie beskidslaski.pl. Swoją drogą, to bardzo przydatna strona, prezentująca najważniejsze atrakcje regionu. Często z niej korzystałam przy planowaniu tej wycieczki.

„Muzeum znajduje się w centrum Wisły, w zabytkowym budynku dawnej karczmy, pochodzącym 1794 roku. Karczma dawała niegdyś schronienie wiernym przybywającym na nabożeństwa z odległych miejsc oraz dzieciom przychodzącym do ewangelickiej szkoły.

W Muzeum Beskidzkim obejrzeć można stałą wystawę dotyczącą historii regionu, przedstawiającą m.in. wnętrze tradycyjnej izby góralskiej oraz zabytkowe sprzęty domowe.Muzeum organizuje również tematyczne wystawy czasowe, na które składają się głównie obrazy i rzeźby”.

 

 

Gwiazdy sportu i młodzi narciarze

Spacerując po Rynku i ulicy 1 Maja, które tworzą wiślański Deptak, spójrzmy w kierunku skoczni narciarskiej. Regularnie trenują tam młodzi skoczkowie, więc możemy podpatrzeć, w jaki sposób przygotowują się (być może) przyszli sportowcy polskiej kadry olimpijskiej.

 

Przy deptaku znajdują się kawiarnie, restauracje, jest też działająca od 40 lat cukiernika „U Janeczki”. Zanim jednak sprawdzimy ich ofertę, spójrzmy pod nogi, gdzie znajduj się Aleja Gwiazd Sportu, która uroczyście została odsłonięta w 2008 r. Swoja gwiazdę ma dziewięciu sportowców. Jako pierwszy swoją tablice odsłonił, i tu nie będzie zaskoczenia, Adam Małysz, największy sportowiec w historii Wisły. W kolejnych latach wmurowano tablice z nazwiskami Janusza Rokickiego – wicemistrza paraolimpijskiego z Aten 2004, Apoloniusza Tajnera – trenera polskich skoczków, pod którego wodzą największe sukcesy osiągnął Adam Małysz, Jana Szturca – pierwszego trenera klubowego Adama Małysza, oraz Jana Kawuloka – wiślańskiego olimpijczyka, Jana Legierskiego – wiślańskiego olimpijczyka, Przemysława Salety – mistrza boksu i kick-boxingu, inicjatora Biegu po Nowe Życie, Piotra Żyły – skoczka narciarskiego, medalisty mistrzostw świata.

Jedna z odsłoniętych tablic upamiętnia nie konkretna osobę, a otwarcie skoczni w Malince.

 

Czekoladowy mistrz

Skoro jesteśmy przy sporcie, to nie ucieknę przed opisaniem atrakcji, wobec której mam bardzo mieszany stosunek, ale łączy się z Placem Hoffa, więc to odpowiedni czas. To zasygnalizowana już czekoladowa figura skoczka, którą możemy obejrzeć w holu Domu Zdrojowego. Nie trzeba kupować biletu – figura znajduje się w gablocie na parterze budynku. A skąd ta oryginalna atrakcja? Czekoladową figurę Adama Małysza wykonali w 2001 roku cukiernicy zrzeszeni w Stowarzyszeniu Cukierników RP. Rzeźbili w czekoladowym bloku o wadze 330 kg. Czekoladowy skoczek waży 180 kg i mierzy 250 cm wysokości.

Figura nie od razu znalazła się w gablocie, wobec czego niektórzy rozentuzjazmowani fani wbili zęby w kilka miejsc w ciele czekoladowego sportowca. W 2007 r. rzeźba została oddana do renowacji i to nie byle komu, bo specjalistom od czekolady z firmy Wedel. Uzupełnili drobne ubytki i odtworzyli ucho mistrza, które zostało przez kogoś wręcz odgryzione. Małysz wzbogacił się wtedy też o nowe narty i czwartą Kryształową Kulę.

A dlaczego mam wobec figury mieszane, delikatnie mówiąc, uczucia? Małysz nie jest ani do siebie podobny, ani specjalnie urodziwy. Ale cóż, sympatie turystów rządzą się swoimi prawami i nie ma co się na to obrażać.

Syrenka na Placu Hoffa

To nie jest syrenka z żadnej baśni. Jedno spojrzenie wystarczy, by każdy warszawiak zakrzyknął: ależ to warszawska syrenka, choć wykonana z innego materiału niż ta na Starym Mieście. Jak wyjaśnić obecność uzbrojonej w miecz syrenki na wiślańskim placu?

Ano, prezent, a darczyńcom się ponoć nie odmawia. Z tablicy pamiątkowej dowiadujemy się, że to ” Dar miasta Warszawy dla mieszkańców Wisły za finansową pomoc w odbudowie stolicy po zniszczeniach II wojny światowej”. Na tym wątek moglibyśmy zakończyć, ale jednak kilka pytań ciśnie się na usta.

 

Przypomnijmy kontekst historyczny: cała masa miast  i miasteczek dołożyła cegiełkę – i to bardzo dosłownie – na odbudowę stolicy. Z tzw. ziem odzyskanych wyjeżdżały pociągi z cennym kruszcem, który został użyty do budowy domów mieszkalnych i użyteczności publicznej w stolicy. Do dziś mieszkańcy Opolszczyzny czy Dolnego Śląska lubią przypominać, że rozebrano nierzadko doskonale zachowane budynki, by tylko spełnić oczekiwanie dygnitarzy na wysokich szczeblach i pokazać, że „cały Naród odbudowuje Warszawę”. Rzadko kiedy dobrowolnie.

Nie wszystkie miasta burzyły kamienice, by podarować cegły. W innych prowadzono zbiórki pieniędzy na odbudowę stolicy lub wysyłano młodych chłopaków, by przez kilka tygodni wspierali warszawskich murarzy. To nic, że przecież mieli obowiązki w swoich miastach rodzinnych, które po wojnie również były zniszczone i wymagały przeprowadzenia prac porządkowych. Stolica była priorytetem, a hasło „Cała Polska odbudowuje Warszawę” miało też jednoczyć Polaków wokół wspólnego celu.

Umówmy się, że mieszkańcy Nysy, Wrocławia i dziesiątek innych miast, z których wywieziono cegłę i inne materiały, niekiedy wyposażenie kościołów czy instytucji publicznych, przydatne w jeszcze szybszej odbudowie stolicy, nigdy nie usłyszeli za to słów podziękowania. Zaskakuje więc, że akurat Wisła w jakiś sposób sobie na to zasłużyła. Ale czym konkretnie? Czy jej wsparcie okazało się hojniejsze niż pomoc zaoferowana przez inne gminy? Czy mieszkańcy Wisły wykazali się niezwykła aktywnością i na przykład oferowali pomoc wykraczającą poza to, co stosowne władze określiły w swych oczekiwaniach? Cóż, tego turysta się nie dowie – prawdopodobnie taką wiedze pozyskać można rozmawiając z tymi, którzy pamiętają czasy, gdy syrenka „wpłynęła” na wiślański rynek. Pewnie zachowało się coś w miejskim archiwum i może fajnie, gdyby władze pomyślały o nowej tablicy, na której w kilku choćby zdaniach przybliża okoliczności pojawienia się nietypowego eksponatu?

 

Pałacyk myśliwski Habsburgów   

Drewniany pałacyk znajduje się już wprawdzie poza deptakiem, ale dojście do niego z Domu Zdrojowego zajmie zaledwie nieco ponad 10 minut.

Dziś wymienia się go jednym tchem wśród innych atrakcji miasta, ale jego związek z miastem jest dość krótki, bo przy ulicy Lipowej 4 staną dopiero w 1987 r. To nie żart. Wcześniej przez blisko sto lat znajdował się na trasie na Baranią Górę. Cudowna relokacja? Zdecydowanie nie: raczej walka o zachowanie zabytku. A było to wszystko tak…

W roku 1897 na Baranią Górą przetoczyła się potężna wichura, która powaliła i połamała ogromną ilość drzew. Mając do dyspozycji tak duże ilości drewna, arcyksiążę Fryderyk Habsburg wydał polecenie budowy zameczku myśliwskiego na polanie Przysłop. Budowę ukończono w 1898.

Habsburgowie z lubością oddawali się popularnej w tamtych czasach pasji, jaką były wyprawy łowieckie i pałacyk na zboczach Baraniej Góry był tylko jednym z wielu leśniczówek na ziemi cieszyńskiej. Lasy wiślickie, zwłaszcza w okolicach Baraniej Góry i malinki, obfitowały w tamtych czasach w zwierzynę taką jak sarny, jelenie, dziki, rysie i żbiki. No i głuszce – ptaki bardzo rzadko dziś spotykane w naszym kraju, a swego czasu ukochany obiekt polowań. Do dziś głuszce żyją dziko w lasach okalających Jezioro Czerniańskie, o którym więcej napisze w oddzielnym artykule.

Podczas I Wojny Światowej zameczek był dogodnym miejscem kontaktów przedstawicieli świata polityki i to tej najwyższej. Bywali więc na zboczach Baraniej Góry król pruski i niemiecki Wilhelm II, niemiecki feldmarszałek Hindenburg, cesarz Austrii Karol. Po upadku monarchii austro-węgierskiej obiekt opustoszał i był miejscem częstych napadów miejscowych górali, którzy rabowali co cenniejsze elementy wystroju.

W końcu 1918 roku władzę nad Śląskiem Cieszyńskim objęła Cieszyńska Rada Narodowa. Ona też zabezpieczyła nadzór nad budynkiem. Dobra Habsburgów przejął skarb państwa polskiego.

W roku 1923 postanowiono obiekt ten przeznaczyć na schronisko turystyczne. Po pracach remontowych otwarcie schroniska nastąpiło 1 czerwca 1925 roku, ale otwarcie uroczyste miało miejsce dopiero 15 lipca. Na początku schronisko cieszyło się powodzeniem w okresie letnim, ale z inicjatywy pierwszego kierownika, Karola Krokera, stworzono szlaki i wybudowano skocznię narciarską, organizując przy tym różnego rodzaju zawody zimowe. Dzięki temu ruch na Przysłupiu był cały rok. Po trzech latach sukcesywnej pracy schroniska wybuchła kolejna wojna doprowadzając do sparaliżowania życia turystycznego i sportowego na Baraniej Górze. W rejonie Baraniej został zorganizowany ośrodek konspiracyjny. Podczas działań wojennych pieczę nad schroniskiem sprawował Ryszard Gasz i szczęśliwie przetrwało ten okres.

W 1946 r. przywrócono pałacykowi funkcję schroniska turystycznego. Działało ono nieprzerwanie do 1973 r., kiedy to rozpoczęto budowę nowego, większego, murowanego gmachu. Było to konieczne, bo z czasem na Baraniej Górze pojawiło się tak wielu turystów, że obiekt okazał się zbyt mały. Początkowo zamierzano zburzyć drewniany budynek, a drewno wykorzystać na opał, ale stworzono z niego obiekt mieszkalny dla budowniczych.
Przez cztery lata mieszkali w nim robotnicy i, mówiąc wprost, bardzo „zapuścili” obiekt. W oknach hulał wiatr, a dach w niejednym miejscu przeciekał. W dolnych pomieszczeniach schronienie znalazły owce.

 

Planom zburzenia pamiątki po Habsburgach sprzeciwili się jednak miłośnicy lokalnej historii, którzy w 1984 r. założyli Społeczny Komitet (do spraw) Przeniesienia Schroniska na Baraniej Górze. W tym samym roku zaczęli zbierać środki niezbędne do przeniesienia budynku. Demontaż rozpoczął się w 1985 i przez kilkanaście kolejnych miesięcy materiał budowlany przewożony był do centrum Wisły na plac budowy. Następnie złożono go dokładnie tak, jak swego czasu zrobili to pierwsi budowniczowie i w 1987 r. uroczyście przekazano budynek wiślańskiemu Oddziałowi PTTK, który po dziś dzień rezyduje w pałacyku.

 

Wiślańskie pomniki

W Centrum Informacji Turystycznej, które znajduje się w budynku Urzędu Pocztowego, dostałam chyba najlepszy bezpłatny folder turystyczny, jaki kiedykolwiek trzymałam w ręku. W ładnie wydanej książeczce, zawierającej wiele kolorowych zdjęć, wypunktowano trasy spacerowe w Wiśle, ale też kilkadziesiąt pomniejszych atrakcji w samym mieście. Jeśli więc lubicie pogłębione zwiedzanie, w czasie którego nie „zaliczacie” kolejnych miejscowości, a chcecie zobaczyć jak najwięcej szczegółów poświęconych każdej konkretnej miejscowość, wskazówki w folderze podpowiedzą Wam, co robić w Wiśle przez dwa czy nawet trzy dni. Kto zaś podejmie wyzwanie zobaczenia wszystkich opisanych w nim miejsc, spokojnie spędzi w Wiśle nawet 5 dni.

 

Zwłaszcza dzieci ucieszy trasa, która ma na celu zobaczenie jak największej liczby wiślańskich pomników. Do symbolu Wisły nie pretenduje przecież wspomniana wcześniej Syrenka, czyli prezent od warszawiaków, ale wesoło hasające misie. Pierwszy niedźwiedź stojący na kuli pojawił się w Parku Kopczyńskiego na początku lat 60. ubiegłego wieku. W 2017 r. miasto wzbogaciło się o kolejnego misia i jeśli wierzyć słowom władz, w planach jest stworzenie całego „Szlaku Niedźwiadka”.

W parku za Domem Zdrojowym znajduje się niewielka galeria drewnianych rzeźb przedstawiających postaci z podań, które opowiadano przez dziesięciolecia na Śląsku Cieszyńskim.

 

Z kolei przy ul. Olimpijskiej (rzut kamieniem od południowej części deptaka) znajduje się Pomnik Źródeł Wisły. Biorąc pod uwagę, że Królowa Polskich Rzek wypływa z Baraniej Góry, na którą dotrzemy do 4-godzinnym marszu z centrum miasteczka, istnienie takiego pomnika jest zupełnie oczywiste.

Oczywiste było zresztą już przed wojną, bo prace nad pomnikiem rozpoczęły się w 1936 roku. Pomnik miał przedstawiać rzekę łączącą wszystkie ziemie polskie od gór do morza i zapewne podkreślić powrót i przynależność Śląska do Polski. Rzeźba pt. Źródła Wisły dłuta jednego z najwybitniejszych artystów polskich, prof. Konstantego Laszczki (1865-1956), przedstawiała postać dziewczęcą z naręczem kwiatów umieszczoną na cokole nad basenem. Smukłą nimfę wodną, która symbolizowała rzekę Wisłę, rzeźbiarz odział w mokrą suknię z elementami stroju regionalnego. Pląsające w basenie ryby strzelały w górę wodą i obfitymi strugami oblewały dziewczynę kroczącą boso przez łąkę. Uroczystego odsłonięcia pomnika fontanny w dniu 22 sierpnia 1937 roku dokonał Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Ignacy Mościcki.

Podczas drugiej wojny światowej Niemcy zniszczyli rzeźbę, którą po usunięciu z kamiennego cokołu, przeznaczono na przetopienie. Okupant zrabował także urządzenia składające się na instalację fontanny, ale pozostawił architekturę pomnikową. Po zakończeniu wojny próbowano zagospodarować puste miejsce, jednak dopiero w roku 1974 podjęta została decyzja o obudowie pomnika. W 1975 roku, w związku z udziałem Wisły w telewizyjnym turnieju Bank Miast, na cokole stanęła nowa rzeźba. Jej autorem był wiślański artysta rzeźbiarz, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, Artur Cienciała (1914-1985). Do przedwojennej realizacji nawiązał poprzez wykonanie pomnika Wiślanki, także kobiety z naręczem kwiatów. Artysta odlał rzeźbę w mniej trwałym lastryko, a dziewczynie nadał, delikatnie rzecz ujmując, krzepkie kształty.

 

W związku z rewitalizacją wiślańskiego parku władze miasta Wisły postanowiły przywrócić przedwojenny pomnik na jego dawne miejsce. Ponieważ oryginalna forma odlewu dzieła prof. Konstantego Laszczki nie zachowała się, odsłonięta w 2014 roku rzeźba, wykonana przez Grzegorza Łagowskiego, nie jest jego wierną kopią, mimo to w zdecydowany sposób nawiązuje przedwojennego pierwowzoru.

W ciągu niecałych 80 lat hołd źródłom Wisły oddały więc trzy różne pomniki.

 

Niby małe miasto, a tak wiele ma do zaoferowania. Wszystkie opisane miejsca znajdują się po sąsiedzku w centrum Wisły, a przecież na obrzeżach robi się jeszcze ciekawiej. Wkrótce kolejny wpis!

 

 

Korzystałam z informacji zawartych na stronach instytucji działających w Wiśle:

http://wisla.luteranie.pl/parafia/kosciol/

https://pttk.wisla.pl/

oraz informatora dostępnego w punkcie Informacji Turystycznej

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *