Tylko jedna łódzka synagoga przetrwała wojnę. Synagogę Reicherów uratowała… sól

Categories Historia, Polska

 

Przez kilkoma dniami w sieci pojawił się zwiastun serialu „Król” na podstawie prozy Szczepana Twardocha. Zaintrygowała mnie jedna ze scen, która rozgrywa się w miejscu, o istnieniu którego dowiedziałam się zaledwie kilka miesięcy temu. Biorąc pod uwagę, że jest to centrum miasta, z którym związana byłam przez kilka lat, aż dziw bierze, że tak późno.

Gdyby jednak zapytać łodzian, czy kojarzą synagogę Reicherów, najpewniej pokiwaliby  przecząco głowami.

Bo przecież, umówmy się, nikt nie spodziewa się domu modlitwy na ciągnącym się na długość połowy przecznicy podwórku. Nikt nie spodziewa się, że synagoga może być otoczona ze wszystkich stron ścianami bardzo wysokiej i, powiedzmy sobie szczerze, mało reprezentacyjnej kamienicy. Nie to miejsce, nie to sąsiedztwo.

Nie spodziewali się tego również naziści i tylko dzięki temu synagoga przetrwała wojnę. O tym jednak za chwilę.

Czytaj więcej o łódzkich Żydach: Ślady po mezuzach. Tyle nam po Żydach pozostało

Prywatne kamienice w mieszkaniach

Myśląco synagogach, wyobrażamy je sobie jako duże, samodzielnie stojące budowle. Jest to tylko część prawdy, bo przed wojną w Łodzi (lecz nie tylko) domy modlitwy mieściły się również w oficynach kamienic, przybudówkach i prywatnych mieszkaniach. Nic dziwnego: przed wojną w Łodzi mieszkało 233 tys. Żydów, którzy stanowili 34 proc. społeczności miasta.

Nie powinien dziwić fakt, że w mieście działało jednocześnie 250 domów modlitw i synagog.

Wszystkie duże synagogi zostały zniszczone przez Niemców, a te mniejsze po wojnie zmieniły swoje funkcje i zaczęły służyć jako mieszkania.

Do dziś w Łodzi czynne są dwie synagogi. Pierwsza znajduje się w siedzibie Gminy Żydowskiej przy ulicy Pomorskiej 18, a druga to właśnie synagoga Reicherów, której poświęcony jest dzisiejszy wpis. Znajduje się przy ul. Rewolucji 1905 roku.

 

Synagoga powstała w 1902 roku jako dom modlitwy i jedocześnie mogła pomieścić 42osoby. Całość zajmuje główna sala modlitewna, do której wchodzi się przez wysunięty ganek, nad którym znajduje się balkon, otoczony kutą balustradą. Salę z trzech stron otaczają galerie dla kobiet.

Podzieliłaby los innych synagog i domów modlitwy, gdyby nie spryt właściciela, Wolfa Reichera, który sporządził fikcyjny akt sprzedaży obiektu niemieckiemu partnerowi w interesach. I tak, czasy okupacji przetrwała jako skład soli i przez te wszystkie straszne miesiące nie wzbudzała podejrzeń Niemców.

 

Dziś to cel wycieczek

Po wojnie nikt się budynkiem nie interesował. Można powiedzieć, że wrósł w otoczenie. Wokół mieszkali ludzie,  na placu przed synagogą dzieci grały w piłkę, z czasem zaczęły tam parkować samochody. Omówmy się, że okolica nie należała do najciekawszych, więc turyści i miłośnicy historii tam nie zaglądali – a inna sprawa, że takie był czasy, że dziedzictwem żydowskim nie należało się interesować.

Dopiero w 1989 r. staraniem Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Łodzi oraz pomocy Fundacji Rodziny Nissenbaumów, a także Fundacji Laudera odremontowano to miejsce, przywracając mu dawny blask.

Kilka razy do roku dom modlitwy jest otwierany dla wycieczek (jeśli jesteście zainteresowani, obserwujcie na Facebooku grupę „Łódź zwana pożądaniem”), co jakiś czas przyjeżdżają też grupy chasydów i synagoga na nowo wypełniona jest modlitwą.

 

Przy pisaniu tekstu korzystałam z opracowania „Synagogi Łodzi – propozycja wycieczki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *