Czasem lepiej nie wiedzieć. „Telefonistka” to książka o tym, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła

Categories Książki

Wooster nie jest jednym z tych sielankowych miasteczek amerykańskich, które widzieliście w filmach, których akcja dzieje się w latach 50. Właściwie wszystko tu odpycha. Vivian Dalton już do swojego nudnego życia w otoczeniu miasteczkowych plotkar przywykła. Chce świętego spokoju i „żeby jakoś to było”. Dla rozrywki podsłuchuje rozmowy ludzi. Okazji ma bez liku, bo pracuje w centrali telefonicznej. Marzy się jej wychwycenie skandalu lub gorącej plotki, tymczasem słucha o chorobach i problemach rodzinnych sąsiadów. Któregoś dnia do jej uszu dotarło jednak coś, co nudne, ale jednak stabilne życie, zupełnie wyrzuciło z dotychczasowych torów.

Zapytałam jakiś czas temu w wywiadzie jednego z czołowych polskich reportażystów, które książki reporterskie zrobiły na nim ostatnio największe wrażenie. Powiedział – i to mnie bardzo zaskoczyło – że on jakiś czas temu zrozumiał, że wiedzę o świecie, nie ważne, czy współczesnym czy czasach minionych – coraz częściej zdobywa nie z reportaży czy biografii, a powieści.

Jako przykład podał „Kolej podziemną” Colsona Whiteheada – doskonała, nagradzaną na całym świecie powieść o niewolnictwie.

Dało mi to do myślenia, bo niemal programowo zarzuciłam jakiś czas temu czytanie powieści. Uznałam, że świat rzeczywisty, który opisują reportażyści, jest znacznie ciekawszy niż jakakolwiek fikcja. Do dziś tak sądzę, ale myślę też, że swoją bezkompromisowością przy półce w bibliotece wylałam dziecko z kąpielą. Obok wielu niewartych czasu i uwagi powieści są przecież perełki: opowieści niby fikcyjne, ale tak pięknie umiejscowione w konkretnych czasach, że z powodzeniem można traktować je jak dokumenty. Niejeden powieściopisarz zbiera materiały z taką sama pieczołowitością, co reporter i dba o to, by w książce nie było przekłamań.

Jeśli potrafi łączyć prowadzenie narracji z wiernym oddaniem historycznych szczegółów, mogą wyjść ponadczasowe perełki.

Pamiętacie „Służące” Kathryn Stockett lub nakręcony na jej podstawie film z Emmą Stone w roli głównej? Która książka najlepiej oddaje atmosferę lat 60. ubiegłego wieku na amerykańskim południu, gdzie czarnoskóre kobiety pracowały w domach zamożnych białych Amerykanów i traktowane były tylko nieco lepiej od niewolnic? Podpowiedzcie mi swoje typy, ja nie znam lepszego tytułu.

Opowieść o tym, że czasem warto wiedzieć mniej

Pozostańmy więc w klimacie amerykańskich powieści. Przed kilkoma miesiącami „Insignis” wydał „Telefonistkę” Gretchen Berg.  Debiutująca autorka (daj Boże każdemu taki debiut!) przenosi nas w lata 50. do niewielkiego miasteczka w stanie Ohio. W filmach, których akcja toczy się te 10 czy 15 lat po zakończeniu drugiej wojny światowej, dominują wesołe obrazki dużych domów wyposażonych w różne sprzęty, o których nasze babcie w tamtym okresie mogły tylko pomarzyć (ale nie marzyły o nich, bo ich zwyczajnie nie znały), a kobiety zajmują się domem, plotkują z koleżankami, a za najważniejszy punkt dnia uznają zrobienie mężowi dwudaniowego obiadu i zaserwowanie go w jakiejś kolorowej, rozkloszowanej sukience.

Takich idyllicznych obrazków  w „Telefonistce” nie znajdziecie. Raz, że główna bohaterka, Vivian Dalton, pracuje zawodowo w centrali telefonicznej i nie jest typową gospodynią, a dwa – że Wooster, w którym toczy się akcja, przedstawione jest jako dość szare i smutne miejsce. Ludzie zawistni: niby uśmiechają się do siebie na ulicy, ale tylko czekają, by ktoś popełnił błąd, który da całemu sąsiedztwu powody do plotkowania przez kilka kolejnych tygodni. Do tego raczej biednie, więc każdy liczy wydatki i ogranicza potrzeby do najniższych pięter piramidy Maslowa. Nie do takiego przedstawienia Ameryki w latach 50. przywykliśmy.

Główna bohaterka zdaje się być nieodrodną córką Wooster. Podejrzliwa, nieufna, do tego pozbawiona ambicji, nie posiadająca zainteresowań, niewykształcona. Poznajemy ją, gdy ma 38 lat i wydaje się znudzoną, zmęczoną życiem kobietą. Nie czuje się jednak przegrana – ma bowiem tajna broń, o której nikt nie wie. Praca w centrali telefonicznej, w której łączy rozmowy, daje jej bowiem dostęp do podsłuchiwania sąsiadów. Nielegalne, można za to wylecieć, ale przecież zakazany owoc smakuje najlepiej! Vivian tak się w nim rozsmakowała, że już nawet nie kryje się jakoś specjalnie przed koleżankami.

Vivian doskonale wie, że wiedza daje moc, więc w swoim własnym przekonaniu stała się kimś znacznie ważniejszym, niż widzą ją inni.

Szkoda tylko, że mieszkańcy Wooster to tacy nudziarze i rozprawiają nieustannie na banalne tematy. A to o chorobach, a to o zakupach. Ktoś się żali, że dzieci rzadko wpadają, ktoś inny martwi się o pieniądze… Nuda, panie, jak w polskim kinie.

 

Vivian marzy, że któregoś dnia jako pierwsza pozna jakąś głośną plotkę, a może i skandal na miarę informacji o zdemaskowaniu radzieckich szpiegów w Ameryce, małżeństwa Rosenbergów!

Nasza bohaterka zapomniała jednak, że często marzenia nasze spełniane są na opak. Przecież mawiamy: „uważaj, czego sobie życzysz!”. I oto pewnego smutnego wieczoru (czy w Wooster zdarzają się inne?), usłyszała coś, co może wywrócić jej życie do góry nogami. Niemal zaczyna żałować, że tamtego dnia nie odłożyła regulaminowo słuchawki. Cóż jednak – stało się. Albo będzie próbowała zapomnieć te straszne słowa, które miejscowa snobka skierowała do kogoś, czyjego głosu Vivian nie rozpoznała, albo ustali, czy zasłyszana informacja to prawda czy też tylko podła plotka.

Biedna telefonistka zapomniała jednak, że im głębiej w las, tym więcej drzew. Im więcej zakazanych tajemnic poznajesz, tym bardziej cię obezwładniają….

Bardzo chciałabym zdradzić Wam, co tamtego wieczoru usłyszała Vivian, ale powstrzymam się nawet przed naprowadzaniem Was na to.  Pozostaje mi tylko polecić Wam „Telefonistkę”. I pamiętajcie: niekiedy rację mają Anglicy, gdy mówią „Ignorance is bliss”, czyli „niewiedza jest błogosławieństwem”.

 

Z tego nagrania dla amerykańskiej telewizji dowiedziałam się, że inspiracją dla Gretchen Berg była historia jej babcia – operatorki w centrali telefonicznej. Autorka opowiada również o „fact checkingu”, czyli zbieraniu informacji, tak by jak najbardziej wprowadzić nas, czytelników, w atmosferę dusznego miasteczka w Ohio.

https://www.youtube.com/watch?v=KuJ6ZQOlOO8

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *