Łódź. Wpadnijcie na dzień do mojego miasta

Categories Podróże, Polska

 

 Czuję się mocno rozczarowana jesienią. Gdzie kolorowe liście, gdzie ta pogoda, która zachęca do ostatnich spacerów i wycieczek rowerowych? Nie wiem, jak u Was, ale u mnie pada i poza dosłownie jedenastoma czy dwunastoma dniami września, spisuje tę jesień na straty.

Na szczęście w miniony weekend udało mi się zobaczyć czerwone liście na drzewach, a przy okazji pospacerować w ładnej pogodzie po Łodzi – mieście, które było dla mnie punktem odniesienia przez 24 lata życia. Tam chodziłam do liceum i na studia, tam jeździłam na zakupy i randki. Choć od 9 lat już tam nie mieszkam,  na bieżąco obserwuję, jak się ta moja Łódź zmienia: jak ze smutnego miasta, które pamiętam z czasów liceum, przemieniła się w fajne, ładnie zrewitalizowane miasto, którego mieszkańcy nie muszą mieć kompleksów w rozmowach z mieszkańcami Poznania czy Wrocławia.

Gdy ktoś mówi, że Łódź to najnudniejsze/najbrzydsze/najgorsze miasto w Polsce, czuję mieszaninę smutku i złości. Mam wrażenie, że takie rzeczy powtarzają ludzie, którzy albo w Łodzi nigdy nie byli, albo wprawdzie mieli okazję ją odwiedzić, ale zwiedzili ją jakoś po łebkach (lub co gorsza, widzieli tylko blokowiska, a te, wiadomo, rzadko kiedy sprawiają miłe wrażenie). I myślę sobie, że ci ludzie nie mieli przewodnika, kogoś, kto by im pokazał piękno Łodzi.

Nie przeszkadza im to rozpowiadać na lewo i prawo, że Łódź jest taka i owaka.

Nie mam zamiaru twierdzić, że Łódź jest najpiękniejszym miastem w Polsce, bo tak nie jest. Nie jest jednak prawdą, że „nic tam nie ma”. Kilkakrotnie zdarzało mi się oprowadzać po Łodzi koleżanki, które w Łodzi kiedyś był przejazdem i nie zrobiła na nich wrażenia, ale postanowiły dać jej jeszcze jedną szansę. I wiecie co? Po pierwsze, już na pierwszej takiej wycieczce okazało się, że nie jestem w  stanie pokazać wszystkich śródmiejskich zabytków w ciągu jednego dnia, a po drugie – koleżankom się naprawdę podobało. Nieskromnie powiem, że uważam się za dobrego przewodnika, ale przede wszystkim zadziało to, że miasto „w którym przecież nic nie ma” okazało się mieć tak wiele do zaoferowania.

W ostatni weekend odwiedziła mnie koleżanka z Krakowa. Była w Łodzi parę razy, kogoś odwiedzała, ale o mieście nie potrafiła powiedzieć jednego dobrego słowa, bo znała je tylko z okna samochodu. No faktycznie, urok blokowisk. Zaprosiłam ją na trasę, którą nazywam „Łodzią dla początkujących”. Przeszłyśmy się więc główną ulicą miasta, Piotrkowską (jakoś tak wyszło, że dwa razy – dla utrwalenia wrażeń 😉 ), byłyśmy w Manufakturze, czyli fantastycznie zrewitalizowanym dawnym kompleksie fabrycznym Izraela Poznańskiego. Kiedyś było to bawełniane imperium, obecnie – centrum handlowo-rozrywkowo-konferencyjne. Jedna z pierwszych, jak nie pierwsza, tak wielka rewitalizacja obiektu postindustrialnego w Polsce.

Pixabay
Pixabay

 

 

Z Piotrkowskiej odbiłyśmy na ul. Rewolucji 1905, by w bramie pod numerem 28 zobaczyć ukrytą synagogę Reicherów. To jedyna łódzka synagoga, której Niemcy nie wysadzili w powietrze. O tym, jak się uchowała, pisałam jakiś czas temu a blogu.

 

Księży Młyn i pierwsze w Polsce lofty z prawdziwego zdarzenia

Z Piotrkowskiej poszłyśmy do Parku Źródliska (nazwa tego jednego z piękniejszych miejskich parków wywodzi się od tego, że wypływały z niego źródła jednej z łódzkich rzek)  i dalej na Księży Młyn, czyli dawny kompleks fabryczny innego wielkiego fabrykanta Karola Scheiblera. Jeśli czytaliście (lub oglądaliście) „Ziemię Obiecaną”, wiecie dobrze, że początek dał Łodzi właśnie przemysł włókienniczy.

Osiedle Księży Młyn (fot. P. Miłek)
Osiedle Księży Młyn (fot. P. Miłek) (18)

Miasto tak naprawdę „zaczęło się” w XIX wieku, bo choć prawa miejskie osada Łódka otrzymała w XV wieku od króla Władysława Jagiełły, to jednak przez kilka kolejnych stuleci była po prostu niewiele znaczącą wsią. Dopiero gdy władze carskie (Łódź była w zaborze rosyjskim) zadecydowały o zbudowaniu tam pierwszy przędzalni i zakładów odzieżowych (i to ogromnych, powiedzielibyśmy wręcz, że fabryk), do Łodzi zaczęli napływać za pracą mieszkańcy innych regionów. I tak w ciągu zaledwie 150 lat z niewielkiej osady wykształciło się drugie co do wielkości miasto w PRL. Obecnie Łódź jest na trzecim miejscu, gdy chodzi o liczbę mieszkańców.   

Na Księżym Młynie pokazałam koleżance dawne domy robotników, które przeszły niedawno rewitalizację  i wyglądają bajkowo! Czerwona cegła, do tego zielone okna i drzwi – macie pomysł, czym się inspirował projektant? Zobaczyłyśmy również dawną fabrykę wspomnianego już Scheiblera przy ul. Tymienieckiego, którą ponad 10 lat temu odrestaurował australijski deweloper i zrobił tam pierwsze w Polsce prawdziwe lofty. Pomysł śmiały, ale zrealizowany w fatalnym momencie. Mieszkania (dość drogie jak na ówczesne łódzkie realia) trafiły na rynek tuż przed poprzednim kryzysem. Sprzedawały się fatalnie, a inwestor upadł. Ostatecznie część loftów sprzedał syndyk sądowy. Tak czy inaczej nie mam wątpliwości, że ludziom dobrze się tam dziś mieszka.

W Łodzi jest kilka zrewitalizowanych kompleksów fabrycznych (lub takich, w których wkrótce mają się zacząć prace. W rezultacie w starych murach powstaną biura, mieszkania, sklepy), ale nie wszystkie fabryki miały tyle szczęścia. O ironio, wystarczy odejść jakieś 200 m od pięknych „Loftów u Scheiblera”, by zobaczyć fabrykę, na dachu której wyrosły już drzewa. A teraz gratka dla tych, którzy lubią zwiedzać „inaczej”. Fabryka znajduje się na terenie jakichś magazynów i można do niej swobodnie wejść. Żadnego szlabanu, żadnego płotu. Nie wiem, czy da się wejść na wyższe kondygnacje, ale na coś, co przypomina dziedziniec – bez problemu.

 

Offowa alternatywa

Po spacerze poszłyśmy na pożegnalny kieliszek wina do znajdującej się przy Piotrkowskiej Off-Piotrkowska, czyli dawnej fabryce (a jak!), we wnętrzach której stworzono cos na kształt alternatywnego centrum miasta. O ile Manufakturę można porównać do eleganckiej, wyważonej i pełnej gracji matki chrzestnej, tak Off to zbuntowany nastolatek, który za nic ma konwenanse i nie bardzo go obchodzi, co inni pomyślą o jego ubraniu czy postawie. To jednak tylko pozory, bo młodzian chowa się za maską nonszalancji. Znacie to, prawda?

Na terenie Off swego czasu (nie wiem, jak jest teraz, bo nie chodzę tam na jedzenie) znajdowały się bardzo oryginalne restauracje – pamiętam restaurację z kuchnią afrykańska, w a czasie, gdy restauracje wegańskie dopiero w naszym kraju raczkowały i były powodem do żartów, w Offie już podawano warzywne steki. Wszystko się jednak zmienia i alternatywnego Offu nie ominął proces gentryfikacji, który polega na tym, że jakiś mało popularny (lecz tani) obszar miasta wybierają sobie artyści, którzy działają jak magnes i powodują, że okolica zaczyna się robić modna. W którymś momencie zainteresowanie częstszym bywaniem w tym pogardzanym niegdyś miejscu, a później zamieszkaniem, wykazują ludzie bogaci, którzy znudzeni tym, co mają im do zaoferowania „konwencjonalne” osiedla, chcą się przenieść w jakieś niesztampowe miejsce. Kupują więc mieszkania po sąsiedzku z artystami i innymi niebieskimi ptakami, ale przy okazji podbijają ceny i po jakimś czasie robi się za drogo dla nieśmierdzących groszem „outsiderów”. Poza tym nie bardzo mają ochotę dalej przebywać w towarzystwie aspirujących sąsiadów, którzy nieudolnie próbują naśladować ich tryb życia. Wyprowadzają się więc, a miejsce traci swój pierwotny klimat.

Na Offie nikt wprawdzie nie mieszka, bo nie przewidziano tam mieszkań, ale są plany wybudowania tam trzypiętrowego biurowca. Inwestor zapewnia wprawdzie, że stanie na rzęsach, by utrzymać oryginalny charakter tej części miasta, ale da się połączyć coś oddolnego z idealnie zaplanowana inwestycją biurową? Czas pokaże. Ja należę w tej materii do sceptyków.

I taka to była sobota w Łodzi. Zainteresowani? Wkrótce opowiem Wam więcej, a jeśli macie pytania na temat tego, jak sobie zaplanować zwiedzanie miasto, co warto zobaczyć, gdzie się zatrzymać – pytajcie w komentarzach. Jeśli nie będę znała odpowiedzi, to skonsultuje się z kimś, kto o Łodzi wie znacznie więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *