Barcelona na start. La Rambla. Spacerujemy między Placem Katalońskim a pomnikiem Kolumba

Categories Bez kategorii, Hiszpania

 

Krótka statystyka na początek. Barcelona zajmuje powierzchnię ok. 101 km kwadratowych. Miasto zamieszkuje ok. 2 mln mieszkańców, co oznacza, że na 1 km kwadratowy przypada ponad 16 tys. osób.

Dla porównania – licząca podobną liczbę mieszkańców warszawa zajmuje powierzchnię 517 km kwadratowych, co oznacza, że na jednym kilometrze kwadratowym mieszka nieco ponad 4 tys. osób.

Tak, w Barcelonie jest ciasno. Domy są stłoczone (co poniekąd jest wynikiem tego, że miasto nie zostało zniszczone w żadnej wojnie w ostatnich stu latach, więc jak zostało zaprojektowane wiele dziesięcioleci temu, tak nadal funkcjonuje), nie liczcie na chodniki tak szerokie jak choćby w Warszawie. Co więcej, Barcelona nie ma szansy się rozrosnąć, gdyż z każdej strony ograniczają ją naturalne przeszkody.

Koleżanka z Barcelony powiedziała mi, że gdy miała wolny dzień, lubiła przejść całe miasto w poprzek – najkrótszy odcinek to raptem kilkanaście kilometrów (spróbujcie coś takiego zrobić w polskim mieśce, które od lat rozrastają się w nienaturalny sposób. Lub nawet bardziej precyzyjnie: one się rozlewają na peryferia).

Ale nie o takie proste przełożenia przecież w podróżowaniu chodzi. Na powierzchni pięciokrotnie mniejszej niż zajmuje Warszawa znajduje się tyle pięknych obiektów, że czternastodniowego urlopu nie wystarczy, by je zobaczyć. Miałam pomysł, by siąść i w jednym artykule opisać miejsca, które mnie w Barcelonie zachwyciły. Szybko doszłam do wniosku, że zadanie nie do wykonania, bo budynków, ulic i placów godnych uwagi jest w stolicy Katalonii zbyt wiele. Dziś opowiem więc o trzech pierwszych, które zwiedziłam w czasie zimowej wycieczki. Park Cytadela, Plac Kataloński i La Rambla. W drogę!

                        

Zazwyczaj w styczniu jest dobra pogoda. Nie tym razem

Czterodniowy wyjazd do Barcelony był ostatnią podróżniczą „normalnością” przed pandemią. Poleciałam z partnerem, który zupełnie nie poważa podróży po Polsce, ale gdy na horyzoncie pojawia się możliwość wylotu tam, gdzie jest ciepło, to jest spakowany w pięć minut.

Ale w styczniu w Barcelonie jednak ciepło nie jest, a przynajmniej nie było w tym roku. Mieliśmy ogromnego pecha, bo w tygodniu, w którym zaplanowaliśmy pobyt, przez ogromny pas wybrzeża (od granicy z Francją po Walencję) przeszły wielkie deszcze, które spowodowały podtopienia. Z niepokojem oglądaliśmy filmiki, które na Fb wrzucała nasza katalońska znajoma – tu silny wiatr potrząsa palmami, tam woda wdziera się na wąskie uliczki, jeszcze gdzie indziej zupełnie podtopione plaże… Podobno takie anomalie zdarzają się w Hiszpanii bardzo rzadko, bo jednak na dobrą pogodę można tam liczyć przez cały rok (nie mówię, że w styczniu można się opalać, ale po prostu jest względnie ciepło), więc mieliśmy ogromnego pecha.

O tym, że może być różnie, przekonaliśmy się, zanim jeszcze dotknęliśmy stopami ziemi. Samolot kręcił się nad Barceloną dobre 40 minut, gdyż z powodu silnego wiatru nie był w stanie wylądować. Pojawiło się nawet niebezpieczeństwo, że  wylądujemy w Walencji. Na szczęście ostatecznie się udało.

W Barcelonie było istne oberwanie chmury. Gdy wysiedliśmy z autobusu lotniskowego i przez chwilę kręciliśmy się po Plaza de Catalunia, by znaleźć odpowiedni autobus nocny, przemokliśmy dosłownie do ostatniej warstwy ubrań. To było nie do wytrzymania, więc choć na co dzień unikamy taksówek, tym razem spasowaliśmy. Niech się dzieje co chce, aby tylko ktoś dowiózł nas do hotelu, zanim zaczniemy przeklinać pomysł wycieczki w styczniu.

 

Nasza ulubiona trasa w Barcelonie

Rano okazało się, że jednak  jakiś duch-opiekun nad nami czuwa, bo pogoda poprawiła się. Nie do tego stopnia, by było słonecznie, ale nie padało rzęsiście, a jedynie od czasu do czasu. Ruszyliśmy więc na spacer. To był nasz drugi pobyt w Barcelonie. Pierwszy raz byliśmy tam rok wcześniej na zorganizowanej wycieczce – krótko acz intensywnie, bo widzieliśmy większość najważniejszych zabytków. Jak to na takich wycieczkach – wszystko szybko, wszystko w przelocie, ale dzięki temu zyskaliśmy jakieś tam pojęcie o mieście. Tym razem chcieliśmy na spokojnie zgłębić to, co tylko musnęliśmy wzrokiem poprzednim razem.

 

Park Cytadela (Parc de la Ciutadella)

To najstarszy park w Barcelonie, a wstęp do niego jest bezpłatny. To lubiane miejsce spotkań. W marcu rok wcześniej widzieliśmy masę ludzi, którzy wylegiwali się na trawie (tak, w marcu w Katalonii można w t-shircie i legginsach leżeć na trawie!) lub biegali. Sporo tam też turystów, bo park ten ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko zieleń i nietypowe gatunki roślin.

 

Historia Barcelony – i w ogóle Katalonii – to historia spięć i wojen z Kastylią. Dziś regiony wchodzą w skład jednego państwa, ale przez wieki walczyły o dominację na Półwyspie Iberyjskim. Tak jest zresztą do dziś, bo przecież nie brak Katalończyków, którzy chcieliby się od Hiszpanii odseparować.

 

 

W 1714 r. Barcelona musiała poddać się napierającym na nią wojskom francusko-hiszpańskim. Zwycięski Filip V kazał zbudować twierdzę, która mogłaby pomieścić 8 tys. żołnierzy, którzy w jego imieniu mieli „trzymać r zysach” nieposłuszne miasto.

Jako że Barcelona – jak każde miasto, którego korzenie sięgają wielu dziesięcioleci wstecz – była gęsto zabudowana, pod budowę ogromnego obiektu o znaczeniu militarnym wyburzyć trzeba było 40 ulic i 1262 budynki. Usunięci z tych terenów mieszkańcy przesiedleni zostali do nowej dzielnicy – Barcelonety.

Przez lata w cytadeli nie tylko urzędowali wysocy wojskowi, lecz funkcjonowało tam również więzienie. Jak się domyślacie, barcelończycy nienawidzili cytadeli i traktowali ją jako przedłużenie ręki wroga. Z radością przyjęli w 1869 r. informację o tym, że ma ona zostać zburzona, a w  jej miejscu powstać ma ogólnodostępny park.

Park Ciutadella ma kilka wejść, ale najbardziej efektowne prowadzi przez Łuk Triumfalny Barcelona. A skąd Łuk? W 1888 r. Barcelona była organizatorem Wystawy Światowej i znaczna część eksponatów mieściła się właśnie na terenie nowego parku. Pod koniec XIX stulecia i jeszcze w pierwszych trzech dekadach  kolejnego wystawy światowe były bardzo popularną formą prezentacji dorobku różnych krajów. Pewnie pamiętacie, że Wieża Eiffel’a w Paryżu również powstała na potrzeby tego rodzaju wystawy, i choć początkowo znienawidzona, z czasem zaczęła zyskiwać zwolenników. To uratowało ją przed rozbiórką.

 

Wystawa światowa w 1888 r. wysławiła Barcelonę

Organizacja wystawy światowej była dla każdego miasta-organizatora dużym ciężarem finansowym, ale też pozwalało to na zyskanie prestiżu i pokazanie się setkom odwiedzających jako nowoczesne, dobrze zarządzane centrum handlu i kultury.

W 1888 r. przywilej organizacji wystawy przypadł Barcelonie.

Od tamtej wystawy minęło ponad 130 lat, ale mimo wszystko pewne zbudowane na jej okoliczność budowle i instalacje cieszą oko do dziś. Jak wspomniałam, pierwszym widocznym znakiem, że oto wchodzimy na jakiś wyjątkowy teren, jest Łuk Tryumfalny. To bodaj jedyny na świecie Łuk Tryumfalny, który nie był związany z paradami militarnymi, lecz miał pełnić po prostu funkcję ozdobnego wejścia.

Na terenie Parku znajdują się także pawilony, w których w 1888 r. prezentowano eksponaty. Gdzieniegdzie zobaczycie również wielkie maszyny, które pod koniec XIX wieku mały zachwycić zwiedzających i pokazać im, jak wiele cudów techniki już wkrótce odmieni ich życie.

Choć na potrzeby budowy parku istniejącą tu wcześniej cytadelę praktycznie zrównano z ziemią, to jednak zachowało się kilka pamiątek po budynkach wojskowych – m.in.  pałac Gubernatora, w którym jest dzisiaj gimnazjum, kaplica i arsenał.

 

Kaskada w Parku Cytadela

Przejdźmy jednak do mojej ulubionej atrakcji parku. Dla jednych kicz (nie oszukujmy się, nawet Gaudi, który dziś wydaje się nam  geniuszem, przez część sobie współczesnych krytyków uznawany był za artystę nie znającego umiaru), według mnie – uczta dla oczu. To Kaskada (przeze mnie, z uporem maniaka, nazywana fontanną, choć przecież z fintanną nie ma nic wspólnego). Zaprojektowana została przez Josepa Fontsere’a w 1875 roku, a swój udział w jej powstaniu miał również Antoni Gaudi, który wtedy dopiero zdobywał szlify architekta. Podobno inspiracją dla Kaskady, o której mowa (Font de la Cascad) była rzymska fontanna di Trevi w Rzymie.

Jej budowa trwała aż sześć lat. Rozpoczęła się w 1882 r. i skończyła w roku Wystawy Światowej.

Kaskada jest wysoka na kilkanaście metrów, a po obu stronach znajdują się oplatające ją fantazyjnie schody. Kaskada to wspólne dzieło bardzo wielu katalońskich artystów. Przykładowo, rzeźbę przedstawiającą narodziny Venus zaprojektował Venanci Vallmitjana, pomniejsze rzeźby również mają różnych ojców.

Gdy chodzi o zdobnictwo, Kaskada jest przebogata. Czy nie nazbyt? To już każdemu z Was zostawiam do oceny. Ja jestem pewna jednego: złapałam haczyk i jeśli zdarzy mi się po raz kolejny polecieć do Barcelony, to wrócę do Parku Cytadela właśnie po to, by po raz trzeci wejść na szczyt kaskady i popatrzeć z góry na cały park.

 

Plac KatalońskiPlaça Catalunya)

To chyba barcelońskie „centrum wszechświata” – jeden z najbardziej ruchliwych placów w mieście, centrum przesiadkowe dla wielu linii autobusów dziennych i nocnych. Jeśli nie planujcie korzystać z żadnego autobusu, to jako turyści nie musicie planować spaceru po nim, bonie jest to miejsce, które w jakiś wyraźny sposób was urzeknie. Niewykluczone jednak, że i tak się tam znajdziecie – bo znajduje się tam wlot na La Rambla, czyli najbardziej turystyczną ulicę w mieście.

Jeśli nie jesteście pewni, czy w czasie pobytu w Barcelonie byliście na Plaça Catalunya, to podpowiem Wam: jeśli kojarzycie ogromy plac z setkami gołębi, bingo, to właśnie był Plac Kataloński. Gołębie są moim najbardziej wyrazistym wspomnieniem z placu (i ciekawa nawierzchnia – patrzcie pod nogi). A dlaczego gołębie wybrały sobie właśnie to miejsce? Przypuszczam, że tak jak utrwalił się zwyczaj dokarmiania gołębi na Rynku w Krakowie, tak i Plac Kataloński jest miejscem, w którym gołębie dokarmiało się „od zawsze”.

 

Widziałam tam nietypową scenę. Otóż w tej chmurze gołębich piór stała ubrana fantazyjnie dziewczyna, która, hmm, jak to opisać, by nie zabrzmiało głupio? Dyrygowała gołębiami. Zaklinała je. Potrafiła sprawić, by gołębie usiadły na ramieniu osoby, która wcześniej zapłaciła i zamarzyła sobie pamiątkę w postaci zdjęcia z gołębiem. Same z siebie nie siadają na ludziach – i to jest akurat dobra wiadomość. Nie należę do ludzi, którzy jakoś mocno cenią sobie kontakt z tymi ptakami.

 

La Rambla

La Rambla to deptak, na którym bardzo nie chciałabym się znaleźć w szczycie sezonu turystycznego, bo nie wyobrażam sobie, jak można się nią poruszać w takim ogromnym ścisku, jaki generuje ona każdego dnia (a przypominam, że byłam w marcu i styczniu i nawet wtedy było ciasno). Nic dziwnego, bo to najważniejsza ulica turystyczna, przy której znajduje się tak wiele ładnych budynków, że po prostu chce się je oglądać i fotografować.

Ma długość około 1,5 km i rozciąga się od Placu Katalońskiego do kolumny Krzysztofa Kolumba, czyli w okolice portu.

 

Tak wygląda La rambla w sezonie

Tak wygląda La Rambla w sezonie (zdjęcie: By Jens Cederskjold, CC BY 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=53491542)

La Rambla kiedyś

Nazwa La Rambla (z hiszpańskiego – Las Ramblas lub z katalońskiego – Les Rambles) trudno bezpośrednio przetłumaczyć na język polski, gdyż oznacza przerywany przepływ wody. Skąd taka nietypowa nazwa? Ano,  jeszcze kilka stuleci temu spływały tędy ścieki. Z czasem zaczęto je zasypywać, a wzdłuż ulicy powstały okazałe kamienice.

Etymologia odsyła nas do języka arabskiego (bo historia półwyspu iberyjskiego przez setki lat kształtowana była przez Arabów, w tej części świata zwanych Maurami).

Pixabay

 

Nawet najstarsi górale wiedzą, że przy La Rambla się nie je

Na początku bardzo, ale to bardzo przydatna porada. Zwiedzajcie „Ramblę”, fotografujcie, odwiedzajcie modernistyczne domy, do których można wejść po zakupieniu biletów, ale nie jedzcie tam! Powie Wam to każdy prawdziwy barcelończyk lub choćby średnio doświadczony turysta (tak, popełniliśmy ten błąd, więc teraz przestrzegamy).

Na La Rambla znajdziecie wiele restauracji, które kuszą ciekawym menu (głównie owocami morza). Rozczarowanie przychodzi z chwilą, gdy wkładacie widelec do ust – małe porcje, jedzenie niedopracowane, takie „na odwal”, byle turyści zjedli.

Skoro kwestie praktyczne mamy za sobą, to zachwycajmy się La Rambla!

Co to właściwie jest La Rambla?

Gdyby na sprawę spojrzeć technicznie, to deptak nie jest jedną ulicą, lecz składa się nań kilka mniejszych: Rambla de Canaletes, Rambla dels Estudis, Rambla de Sant Josep, Rambla dels Caputxins oraz Rambla de Santa Monica oraz drewniane molo prowadzące do portu – Rambla de Mar.

Jak wspomniałam, z jednej strony La Rambla zamyka Plac Kataloński, z drugiej – pomnik Krzysztofa Kolumba. To nie jest jeden z wielu pomników odkrywcy Nowego Świata, lecz nietypowy punkt widokowy. Wewnątrz kolumny znajduje się niewielka winda mieszcząca 4 osoby, którą można za niewielką opłatą wjechać na samą górę.

By Ronny Siegel – Own work, CC BY 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=37651289

Kolumna znajduje się na środku Placa Portal de la Pau obok Port Vell (Stary Port). Kilkanaście akapitów wcześniej wspominałam, że w Parku Cytadela znajdują się pozostałości po zorganizowanej w Barcelonie w 1888 r. Wystawie Światowej. Otóż pomnik Kolumba również powstał przy tej okazji. Pomnik upamiętnia miejsce powrotu Krzysztofa Kolumba z jego pierwszej wyprawy do Indii Zachodnich. To właśnie w tym porcie 3 kwietnia 1493r. Kolumb został powitany przez przebywającą wtedy w Barcelonie parę królewską, Izabelę i Ferdynanda.

Figura przedstawiająca odkrywcę ma 7 metrów i ustawiona jest na 53-metrowym cokole.

Wiemy już, co znajduje się na krańcach La Rambla, ale teraz najciekawsze, czyli – co zobaczymy na samym deptaku?

 

Targ rybny w sercu miasta

Pod numerem 91 znajduje się La Boqueria, czli bazar, na którym sprzedawane są przede wszystkim owoce morza, ale też słodycze, mięso i owoce. Można kupić „na wynos”, lub usiąść przy znajdujących się obok stoisk stolikach i jeść i pić na miejscu. Wszystko pod dachem, ładnie, estetycznie. To wyjątek od zasady, że przy La Rambla nie warto jeść.

Pierwsze wzmianki o targowisku pochodzą z XIII wieku. Przez dziesięciolecia sprzedawano tam przede wszystkim mięso, ale też różne inne produkty. Obecny kształt La Boqueria zawdzięcza przebudowie z początku XX wieku, kiedy to oddano do użytku nową halę targową do sprzedaży ryb.

Bazar ma swoją stronę internetową. Chwytajcie!

Pixabay

 

W tym miejscu powinnam zacząć pisać o zabytkach katalońskiego modernizmu, a więc budynkach zaprojektowanych m.in. przez A. Gaudiego (choć nie tylko, bo projekty słynnych „casas”, czyli budynków mieszkalnych, wyszły spod rąk różnych architektów), o średniowiecznej dzielnicy gotyckiej, która mieści się tuż za rogiem – ale to wszystko załuguje na oddzielny wpis.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *