Ślęża. Wchodzimy na „górę bogów”

Categories Podróże, Polska
fot. Wikicommons

 

Ktoś powie – banał, nieco ponad 700 metrów. Toż to nawet nie góra! A to jednak góra niezwykła, bo mówimy o „polskim Olimpie”. Archeolodzy znaleźli dowody na to, że już w 1300 r p.n.e. na górze oddawano cześć bogom. A dlaczego właśnie tam? Na pewno nie bez znaczenia jest nietypowe położenie Ślęży. To jedyny szczyt w okolicy, więc już naszym prapraprzodkom na pewno wydawało się, że nie istnieje tam bez przyczyny.

Ślady bytności ludzi – i ich wierzeń – bez problemu znajdziecie na trasie (najwięcej, jeśli wyruszycie z Sobótki). To być może jedyne miejsce w Polsce, w którym nie zdecydowano się na ukrycie prastarych rzeźb w klimatyzowanych pomieszczeniach muzeum, lecz wystawiono je na widok publiczny wprost przy drodze. Ba, na jeden z pomników można tak po prostu wejść i zrobić sobie na nim zdjęcie.

 

Najwyższa w swojej kategorii

Ale po kolei. Ślęża to najwyższy szczyt Masywu Ślęży i całego Przedgórza Sudeckiego. Szczyt znajduje się na wysokości 717,5 m n.p.m., ale w związku z tym, że położona jest w płaskim otoczeniu, jej cielsko bardzo wyraźnie góruje nad otoczeniem. Jest świetnie widoczna z wielu miejsc na południowy zachód od Wrocławia. Mój ulubiony „punkt obserwacyjny” to okna pociągu do Wałbrzycha. Wyobraźcie to sobie: patrzycie przez okno, dookoła nie ma nic przyciągającego uwagę. I nagle, oto ona: wyrasta nie wiadomo skąd, rozłożysta, majestatyczna. Z odległości wydaje się znacznie wyższa niż jest w rzeczywistości. Jak powiedziałam: to dlatego, że nie jest otoczona żadnymi innymi górami.

Z racji tego, że jest najwyższym szczytem w swoim paśmie (Masyw Ślęży), zalicza się do Korony Gór Polski.

Dla kogo?

Jeśli mieszkacie we Wrocławiu, Brzegu czy Oławie (o Wałbrzychu nie wspominam, to stamtąd już naprawdę blisko w różne dolnośląskie góry i górki, więc Ślęża nie jest oczywistym wyborem), to Ślęży w ogóle polecać Wam nie muszę, bo pewnie byliście tam nie raz i to już jako małe dzieci. Z racji niewielkiej odległości od tych miast (z Wrocławia jedzie się nie dłużej niż godzinę), jest to popularna weekendowa trasa spacerowa. Co za tym idzie, w soboty, niedziele i święta na parkingach może zabraknąć miejsc dla spóźnialskich, a na szlaku nie liczcie na samotne kontemplowanie przyrody.

Rowerzyści, miłośnicy nie chodzenia, a wbiegania na szczyty, ludzie z psami, dziećmi w wózkach, rodzice z przedszkolakami, które właśnie zdobywają najwyższa górę w swoim kilkuletnim życiu – spotkacie tam naprawdę każdy typ górskiego turysty.

Niech Was jednak nie zwiedzie metka „weekendowej góry dla wszystkich”. Jasne, 700 m npm to żadna robiąca wrażenie wysokość, ale to też nie jest tak, że wchodzi się na zupełnym luzie. Zależy, którą trasę wybierzecie.

 

Łatwo czy średnio łatwo?

Turyści najczęściej wyruszają z Przełęczy Tąpadła (duży parking przy samym wejściu na szlak). Możecie stamtąd pójść szlakiem żółtym (ok. godzina w górę, łatwy) lub niebieskim (trudniejszy, blisko dwie godziny).

Jako że nam się niespecjalnie śpieszyło rano, to na parking dojechaliśmy około godziny 13, więc mieliśmy przed sobą marne 3,5 godziny naturalnego światła. Nie musieliśmy więc zastanawiać się, który szlak wybrać, bo liczył się czas. Nie opowiem Wam zatem, co oferuje niebieski szlak, ale wiem, że w kilku miejscach może Was zaskoczyć jakiś tam wyższy poziom trudności.

Zresztą żółty – niby prosty, banalny szlak – też mnie w pewnym momencie zmordował. Wchodziliśmy na początku stycznia i jakieś 20 minut przed szczytem na szerokiej ścieżce (od pewnego momentu wyłożonej płytami) zrobiło się naprawdę ślisko. Większość turystów zeszła ze ścieżki i szła przez las wzdłuż drogi. Dobrze, ż natura stworzyła taką możliwość przecież gdzieś na wąskiej ścieżce w  tatrach czy Beskidach nie byłoby to możliwe), bo po tym lodzie zwyczajnie nie dało się iść.

Na samym szczycie, czyli terenie między kościołem a schroniskiem było bardzo ślisko.

Morał z tego taki, że nawet najprostsza, wydawałoby się, góra, może zaskoczyć trudnościami.

 

Szlaki

Jako że na Ślęzy byłam raz, a do tego wchodziłam i schodziłam tym samym szlakiem, nie mogę wiele napisać na temat innych szlaków. Zajrzyjcie tu – dobrze opisane są wszystkie warianty dróg.

 

Co na szczycie?

Kiedy więc podejdziecie już tę godzinkę do góry (to mój wariant, bo z Sobótki, czyli najbliższego miasteczka, idzie się ponad dwie), Waszym oczom ukaże się szereg budynków. Jest więc Dom Turysty PTTK im. Romana Zmorskiego „Na Ślęży, który jeszcze jakiś czas temu miał status schroniska. Jest obiektem zabytkowym zaprojektowanym przez wrocławskiego architekta Carla Klimma. Jest to murowany piętrowy budynek na kamiennej podmurówce. Od chwili otwarcia w 1908 r. do czasów obecnych ulegał licznym przebudowom.

Po przeciwnej stronie znajduje się Kościół Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny na Ślęży – zabytkowy kościół pomocniczy Parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Obecny wygląd kościoła pochodzi z drugiej połowy XIX wieku, ale można powiedzieć, że jest znacznie starszy, gdyż powstał na fundamentach murowanej warowni wzniesionej za czasów księcia świdnicko-jaworskiego Bolka II Małego. Zamek przetrwał do XV w. Dziś fragmenty murów można podziwiać zwiedzając podziemia świątyni.

 

Chrystianizacja Ślęży

Nie jest to jednak, bynajmniej, pierwsza świątynia na szczycie Ślęży. Pamiętacie, jak na początku tekstu wspomniałam, że Ślęża była obiektem kultów pogańskich? Owi poganie w poważaniu mieli fakt, że w 966 r. Mieszko I przyjął chrzest i oczekiwał od wszystkich swoich obywateli (takie uproszczenie w mówieniu o historii) wyznawania wiary katolickiej. Gdzie tam! Kultyrowania bogów słowiańskich trwało w najlepsze przez kolejne  dekady.

Aby położyć kres tym pogańskim bezeceństwom, w pierwszej połowie XII wieku możnowładca śląski, palatyn Piotr Włostowic sprowadził na Ślęże zakon augustianów i ufundował świątynię wraz z klasztorem. Zakonnicy podjęli się misjo chrystianizacyjnej, ale źle czuli się w surowym klimacie Ślęży i nie chcieli mieszkać tak daleko od cywilizacji. Po zaledwie kilkudziesięciu latach zakonnicy przenieśli się do Wrocławia.

Fot. Pixabay

 

Wróćmy jednak do kościoła, który możemy nie tylko oglądać, ale też modlić się w nim, gdyż msze święte odbywają się w każdą niedzielę.

Jak wspomniałam, pierwsza kaplica powstała na ruinach zamku już w XVI wieku. W latach 1698-1702 zbudowano murowaną kaplicę, która spłonęła w nocy z 4 na 5 czerwca 1834 roku. Odbudowę kościoła podjęto w 1851 roku.

Neoromańską świątynię z salowym wnętrzem, drewnianym stropem i kwadratową wieżyczką zaprojektował Antoni Gericke. Do budowy wykorzystano części starych murów ocalałe z pożaru elementy kamieniarskie.15 sierpnia 1852 roku kościół został poświęcony, a papież Pius IX przesłał mu niewielki obraz Matki Boskiej.

W 1901 roku wieży dodano żelazną galeryjkę widokową.

W 1949 roku część północnej ściany strawił pożar. Prace zabezpieczające przeprowadzono w 1953 roku, a w latach 60-tych świątynię odremontowano i ponownie poświęcono.

Rzut oka na okolicę

Jakieś 70 metrów za kościołem znajduje się wieża widokowa. Wstęp na nią jest zupełnie bezpłatny. Schodzi się jak po drabinie, a szczeble są od siebie na tyle daleko, że nie wiem, czy przedszkolaki poradzą sobie z wejściem. Mam też zła wiadomość dla osób z wyraźnie wystającym brzuchem. Obawiam się, że wejście na kolejne piętra wieży będzie trudne, gdyż trzeba przecisnąć się przez bardzo wąski przesmyk. Pojęcia nie mam, dlaczego tak zostało to zaprojektowane! Nie trzeba nadwagi, by nieco złorzeczyć na te przejścia. Miałam nieduży plecak i też musiałam się odpowiednio obrócić, by się przecisnąć.

Z wieży macie widok na Góry Opatowskie i Rudawy Janowickie.

 

 

Najwyższym obiektem na Ślęży jest wieża nadawcza Radiowo-Telewizyjnego Centrum Nadawczego Ślęża. Masz został zbudowany w 1972 roku. Ma 136 metrów.

 

Proszę państwa, oto miś

Na sam koniec zostawiłam to, co moim zdaniem jest crème de la crème na Ślęży, czyli posąg niedźwiedzia. Mówiąc o nim, prawdopodobne po raz pierwszy w życiu w sposób naprawdę uzasadniony mogę użyć przymiotnika „kultowy”, gdyż związany jest z kultem odbywającym się na Ślęży.

Misia można dotknąć, ba, można nawet na nim usiąść. I to jest niesamowite uczucie, bo tak blisko możemy obcować z wytworem rąk ludzkich, który pochodzi jeszcze sprzed naszej ery. Przecież „w normalnych warunkach” tak takie zabytki chowane są w muzeach za szybami.

Na brzuchu niedźwiedź ma znak ukośnego krzyża.

fot. B. Oszczanowska, źródło: zabytek.pl
fot. B. Oszczanowska, źródło: zabytek.pl

 

A skąd ów niedźwiedź wziął się na szczycie? Głos oddam autorom serwisu zabytek.pl (licencja CC):

„Istnieje wiele naukowych teorii dotyczących chronologii i pochodzenia „Niedźwiedzia”. Fritz Geschwendt uważał, że twórcami tego dzieła kamieniarskiego mogą być Celtowie. „Niedźwiedź” miał być wyobrażeniem celtyckiego bóstwa żeńskiego. Teorię o celtyckim pochodzeniu rzeźby rozwinęła w okresie powojennym Janina Rosen-Przeworska, przy czym według niej ślężańska rzeźba przedstawia dzika.

Zarówno niedźwiedź jak i dzik uosabiały u Celtów boginie: Atrio i Arduinę. Istniała również, budząca wiele kontrowersji, koncepcja o germańskim pochodzeniu rzeźb, które mieliby stworzyć Silingowie (jedno z plemion wandalskich) w swoim ośrodku kultowym na Ślęży. Helena Cehak-Hołubowiczowa łączyła rzeźbę z ludnością kultury łużyckiej z końca epoki brązu i początku epoki żelaza. Sugerowała również związki „Niedźwiedzia” z kulturą starożytnej Grecją, której wpływy różnymi drogami miałyby docierać u schyłku epoki brązu i później m.in. na tereny Dolnego Śląska. Niedźwiedzica była w Grecji czczona jako atrybut bogini Artemidy. Bogusław Gediga dopatrywał się przejawów kultu solarnego w znakach ukośnego krzyża i lunarnego wespół z kultem płodności w postaci niedźwiedzicy.

Za najbardziej prawdopodobną przyjmuje się koncepcję, według której rzeźba powstała u schyłku epoki brązu lub we wczesnej epoce żelaza a jej twórcami byli przedstawiciele ludności kultury łużyckiej. Znaki ukośnego krzyża nie mają formalnego związku z rzeźbą. Zostały na niej wyryte w okresie średniowiecza w celu wyznaczenia granic własności i później”.

Jak widzicie, historia niedźwiedzia to tak naprawdę ciąg niejasności. Czytałam gdzieś, że między bajki należy włożyć celtyckie pochodzenie, gdyż figura jest dość prymitywna, a Celtowie potrafili pięknie rzeźbić.

Niedźwiedź to nie jedyny ślad obecności pogan na Ślęży. Znacznie więcej zobaczycie idąc trasa z Sobótki. Na tej stronie macie rozpisane wszystkie kultowe rzeźby. Tak jak we Wrocławiu tradycją jest szukanie krasnali, tak tu można odhaczać na liście kolejne pomniki.

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *