Jeśli nie Wawel, to co? Mniej oczywiste trasy w Krakowie

Categories Podróże, Polska

 

Kraków to moje ulubione miasto w Polsce i nie zamierzam się kryć z tą fascynacją. A co najbardziej mnie zachwyca? Chyba to, że tyle tam cudów do odkrycia. W Krakowie byłam 16 razy i wciąż jeszcze nie zobaczyłam wszystkich miejsc, które bym chciała. Fakt, że często celem tych pobytów były konferencje, więc czas na zwiedzanie był ograniczony, niemniej te wszystkie razy nie wystarczyły, by pójść na Skałki Twardowskiego, na Nową Hutę czy do sanktuarium w Łagiewnikach.

Ale wiecie co? Jeszcze kilkanaście miesięcy temu nawet nie wiedziałam, czym są owe Skałki Twardowskiego. Dowiedziałam się o nich przy okazji czytania przewodników, słuchania podcastów i po prostu chodzenia po mieście. Bo tak właśnie jest w czasie zwiedzania, którego celem nie jest tylko odhaczanie miejsc i robienie zdjęć, które później sklejają się w jakieś jedno niewyraźne wspomnienie. Sprawdza się tu zasada, że im dalej w las, tym więcej drzew. Poznajesz jedno miejsce, słyszysz jego historię – i chcesz dowiedzieć się czegoś więcej, wejść głębiej. Od ogółu przechodzisz więc do szczegółu, a to właśnie szczegóły są najciekawsze.

A Kraków ma tych szczegółów niezliczone pokłady.

„Pani przewodnik, dokąd pójść, co zobaczyć?”

Wystarczy już tego wstępu! Nie da się ukryć, że sentyment wziął górę nad potrzebą sprawnego i zwięzłego przelania myśli do edytora tekstowego 😉

Chcąc dowiedzieć się o Krakowie jeszcze więcej, poprosiłam panią Małgorzatę Kasprowicz, licencjonowaną przewodniczkę po tym mieście, by opowiedziała mi o mieście, po którym oprowadza setki turystów rocznie. W sumie na blogu przeczytacie cztery rozmowy. Pierwsza będzie poświęcona mniej oczywistym atrakcjom miasta. W drugiej przeniesiemy się w czasie do średniowiecza i XIX wieku. W trzeciej rozmowie porzucimy Kraków na rzecz atrakcji w regionie, zaś czwarta rozmowa poświęcona będzie dzielnicy Kazimierz. Myślicie sobie: „o, żydowski Kazimierz!”. Otóż, jak też tak sądziłam, ale po rozmowie z panią Małgorzatą wiem już, że utożsamianie tej dzielnicy wyłącznie z żydowskim dziedzictwem jest ogromnym uproszczeniem. Ciekawi, w czym rzecz? Szczegóły wkrótce!  

 

Pani Małgosiu, jak nie Wawel, Kazimierz ani Stary Rynek, to co? Które jeszcze części miasta poleci Pani turystom?

Jeśli chcemy wyjść poza listę najpopularniejszych atrakcji, polecam dzielnicę Podgórze i znajdujący się na jej terenie Kopiec Kraka. Jestem fanką  punktów widokowych w mieście i chętnie zabieram turystów w miejsca, gdzie mogą zobaczyć miasto z góry. Z Kopca rozpościera się piękny widok na każdą stronę miasta.

Na Kopiec Kraka warto jednak pójść, gdy jest dobra pogoda, tak by nie brodzić w błocie.

Kopców mamy w Krakowie kilka, ale ten nie dość, że urokliwy, to do tego jest dostępny dla wszystkich: to nie jest muzeum, nie trzeba kupować biletów.

W Kopcu Kraka zakochałam się od pierwszej wizyty. Podobno można z niego zobaczyć nawet Tatry, ale mój wzrok aż tak daleko nie sięgał. Tyle że wcale nie było łatwo tam dojść: do pewnego momentu nawigacja była przydatna, na ostatnim kilometrze musiałam ratować się pytaniem o drogę. Na Kopiec nie ma żadnego, ale to żadnego oznakowania.

To prawda, nie każdy wie, jak tam dojść i faktycznie można się zgubić. Ale w efekcie z wycieczki robi się mała przygoda.

Po drodze na Kopiec możemy zobaczyć mało znaną atrakcję, o istnieniu której nie wie nawet wielu mieszkańców miasta. To kościół św. Benedykta (przy ul. Porucznika Antoniego Stawarza), ze względu na niewielkie rozmiary można go równie dobrze nazwać kapliczką. Jest uznawany za najstarszy kościół chrześcijański w Polsce. Jest otwierany zaledwie dwa razy do roku.

Początki tego kościoła są bardzo niejasne. Badania archeologiczne mówią, że na miejscu obecnego kościoła z XI wieku, wcześniej stała jakaś rotunda, miejsce kultu, które mogło zostać zbudowane w X wieku.

 

Kopiec Kraka (lipiec 2020)

 

Taki miałam widok z Kopca Kraka

 

Zaraz, zaraz, najstarszy kościół w Polsce? Sięgam pamięcią do lekcji historii i wydarzeniach z 1000 r. kiedy  to powołano cztery arcybiskupstwa i Kraków nie był siedzibą żadnego z nich!

Kościół św. Benedykta owiany jest tajemnicą. Uznawany jest za najstarszy bądź jeden z najstarszych w Polsce, związany z początkiem polskiego chrześcijaństwa. Przypuszcza się, że pierwsza świątynia w kształcie rotundy powstała przed 1000 rokiem. Wybudowali ją będący już wtedy na okolicznych terenach benedyktyni z Tyńca. Jej lokalizacja na wzgórzu Lasoty tłumaczona jest bliskością miejsca kultu pogańskiego – wspomnianego już Kopca Krakusa.
Warto pamiętać, że najstarsza wzmianka o obecnym kościele pochodzi już z czasów księcia Bolesława Wstydliwego z 1254 r.

Istnienie w tym miejscu pogańskiego miejsca kultu jest tym bardziej prawdopodobne, że tuż obok znajduje się Kopiec Kraka, który uznawany jest za grobowiec tego legendarnego króla. Dziś wiemy, że tak naprawdę żadnego grobu tam nie ma. W XX wieku prowadzone były badania archeologiczne, które nie potwierdziły, by wewnątrz znajdowały się jakiekolwiek pozostałości ciała. Tyle że przecież w każdej legendzie jest ziarnko prawdy…

Dlaczego właśnie w Krakowie przyjęły się kopce?

Mamy w Krakowie pięć kopców: Kopiec Kraka, Kopiec Wandy na Nowej Hucie, Kopiec Kościuszki, nieco za nim znajduje się Kopiec Piłsudskiego. Najmłodszy kopiec został usypany w 1997 r. i znajduje się przy sanktuarium w Łagiewnikach. Ma zaledwie 12 m wysokości.

A dlaczego właśnie w Krakowie? Przez wieki łączono dwa najstarsze kopce, czyli Kraka i Wandy, z miejscami pochówku ważnych osób. Nawet jeśli to jednak nie są nagrobki, to w dalszym ciągu kopce najprawdopodobniej wywodzą się z kultury pogańskiej i wiosennej równonocy. Wierzono bowiem, że gdy w dzień równonocy czyli 21 czerwca o świcie stanie się na szczycie kopca, to wschód słońca jest widoczny dokładnie nad Kopcem Wandy. Natomiast stojąc wieczorem na Kopcu Wandy i patrząc na zachód słońca, widzimy je na linii Kopca Krakusa. W dawnych czasach dokładnie w ten dzień palono ofiarne ognie za zmarłych i odprawiano magiczne obrzędy i snuto przepowiednie.

Późniejsze kopce już nie miały żadnego związku z wierzeniami pogańskimi, lecz były  formą upamiętnienia ważnych dla historii Polski postaci. Kopce Kościuszki i Piłsudskiego to tak naprawdę formy pomników. W XIX wieku uznano, że skoro Kopiec Kraka stoi przeszło tysiąc lat, to każdy inny kopiec również przetrwa tyle wieków.

To akurat nie okazało się prawdą. Kopiec Kościuszki z biegiem lat stopniowo się obniżał, w niektórych miejscach nawet o metr. Bardzo poważnie kopiec został uszkodzony w 1997 r. po powodzi tysiąclecia. Konieczny był generalny remont kopca i wzmocnienie go. Prace trwały wiele miesięcy i pochłonęły bardzo duże pieniądze. Niestety, nie rozwiązały problemu na dobre. Kopiec w dalszym ciągu osiada i konieczny jest kolejny remont. Zabytek trzeba będzie częściowo rozebrać i odtworzyć, co ma kosztować ok. to już ponad 20 mln zł.

 

Jest opowieść, ze Kopiec Kościuszki był budowany w czynie społecznym, że dzieci szkolne przynosiły grudki ziemi i tak garnuszek po garnuszku, powstał liczący 34 m wysokości kopiec. Na ile w tej opowieści prawdy, a na ile to fikcja w duchu patriotycznym?

Ależ to prawda! Budowa Kopca rozpoczęła się w 1820 r. i trwała trzy lata. Mieszkańcy Krakowa i okolicznych miejscowości, ale także przybywający tu goście za patriotyczny obowiązek poczytywali sobie przynoszenie ziemi. Niektórzy przynosili niewielkie ilości, inni całe taczki. Budowa Kopca przebiegła w duchu czynu społecznego, ale zupełnie oddolnego. Można więc powiedzieć, że Kopiec Kościuszki to pomnik pochodzący od wszystkich Polaków.

Polecam wycieczkę na ten Kopiec również tym, którzy byli na nim kilka lat temu. Wiele się zmieniło po tym, jak w zeszłym roku poddany został modernizacji. Wchodzi się w zupełnie innym miejscu niż kiedyś, przechodzi przez cały kompleks dawnej Twierdzy Kraków, w którym znajduje się muzeum, i ze środka wychodzi na górę.

Od niedawna w cenie biletu jest również wejście na multimedialną wystawę poświęconą Tadeuszowi Kościuszce.

 

Kopiec Kościuszki (źródło: Pixabay)
Kopiec Kościuszki (źródło: Pixabay)

 

A jak to się stało, że austriacki zaborca zgodził się na upamiętnienie Kościuszki, bohatera narodowego Polaków?

Zaborca austriacki narzucał Polakom znacznie mniejsze ograniczenia niż to miało miejsce w Kongresówce czy zaborze pruskim. Oczywiście, w Krakowie stacjonowali Austriacy, ale czuli się tu świetnie i powiedzmy sobie szczerze: wiele dla miasta zrobili. Wybrukowali wiele ulic, stworzyli system oświetlenia, zburzyli stare budynki i w ich miejsce postawili nowe, bardziej okazałe. Kraków bardzo dzięki nim wypiękniał.

W Krakowie nie było takich ograniczeń jak w innych zaborach. Przez cały czas działał uniwersytet, na którym językami wykładowym były polski i niemiecki, można było stawiać pomniki przypominające o ważnych dla historii Polski wydarzeniach i osobach.

Tak więc Austriacy wiele dla miasta zrobili, ale też trochę się zasiedzieli. Nie walczyli jednak o miasto i gdy weszli doń Polacy, po prostu opuścili teren Galicji.

 

Podgórze odkryłam dopiero w czasie szesnastej wycieczki do Krakowa. Wcześniej wracałam w miejsca, które dobrze znałam . Dziś sama się sobie dziwię, że tyle czasu potrzebowałam, by, mówiąc symbolicznie, „przejść przez rzekę”. Jestem oczarowana. Podgórze to zupełnie inny Kraków

To inne miasto i dlatego jest tak odmienne od lewobrzeżnego Krakowa. To osiedle willowe, jest tam wiele terenów rekreacyjnych. Wcale się jednak nie dziwię, że turyści docierają tam rzadko. Po tym, jak zwiedzą Kazimierz czy Stare Miasto, chcą już tylko odpocząć i nie myślą o zwiedzaniu mniej znanych części Krakowa. Myślę, że czas na Podgórze przychodzi dopiero przy okazji któregoś pobytu, gdy człowiek nie ma ochoty po raz kolejny fotografować Sukiennic.

Zresztą sami krakowianie Podgórze „odkryli” stosunkowo niedawno, bo po 2010 r., gdy do użytku została oddana Kładka Bernatka

Jest to piękna kładka pieszo – rowerowa, która łączy teren Kazimierza z Podgórzem. Upamiętnia ojca Laetusa Bernatka, który w na przełomie XIX i XX w. doprowadził do wybudowania szpitala ojców Bonifratów. Dziś jednak wszystkim Krakusom kładka kojarzy się z czymś innym. Jak każde większe miasto, tak i Kraków ma swój „most miłości”. Wiszą tu tysiące kłódek, które zapinają zakochani, którzy właśnie tu często wyznają sobie dozgonną miłość, a kluczyk wrzucają do Wisły 🙂

Kładka Bernatka

 

Kładka Bernatka

 

W jej okolicy powstaje coraz więcej lokali, luzie przechodzą przez Wisłę, by się tu spotkać czy pójść na posiłek. Swoje robi też bliskość Kazimierza.

Historia Podgórza biegnie dwutorowo. Z jednej strony to miasto poaustriackie, z drugiej – trudna historia drugiej wojny światowej i getto, które się tam znajdowało. Podgórze można wiec oglądać na dwa sposoby: śladami Żydów i wojny albo, i to drugi biegun, chodzić po terenach zielonych, np. Parku Bednarskiego, osiedlach willowych, zobaczyć kamieniołom Liban (i tu też prośba o dwa słowa wyjaśnienia. Ja znam, niezwykłe miejsce, ale mało kto spoza Krakowa kojarzy).

Kamieniołom Liban to ogromne urwisko, w którym przez wieki wydobywano kamień budowlany i wypalano wapno. W okresie drugiej wojny światowej, Niemcy utworzyli tam karny obóz pracy Służby Budowlanej i nazwali go Liban – od nazwiska dawnego właściciela terenu.
Dziś jednak warto zwrócić uwagę na pozostałości dekoracji użytych w filmie Lista Schindlera, który m.in. był kręcony właśnie tam.

Plac Bohaterów Getta w Krakowie. Krzesła upamiętniają tych, którzy wyszli ze swoich domów i nigdy już do nich nie wrócili

 

Plac Bohaterów Getta w Krakowie. Krzesła upamiętniają tych, którzy wyszli ze swoich domów i nigdy już do nich nie wrócili

 

NOWA HUTA

Wędrujmy dalej po Krakowie. Jakie jeszcze miejsca, poza Podgórzem, darzy Pani szczególną sympatią?

To ciężkie pytanie do przewodnika, bo kocham cały Kraków. To moje miasto i niewiele jest miejsc, z którymi nie wiążą się żadne moje wspomnienia.

Ale skoro już muszę wybrać, to obstawiam niektóre kościoły, np. Arka Pana na Nowej Hucie. Znajduję tam spokój ducha. Jak potrzebuje pomyśleć i rozwiązać jakiś problem, to jadę właśnie tam, choć to drugi koniec miasta.

W ogóle Nowa Huta jest bardzo ciekawa. Spacery po niej trzeba jednak zaplanować, bo to duża dzielnica i do pokonania są niekiedy znaczne odległości, więc warto mieć do dyspozycji samochód lub skorzystać z komunikacji miejskiej.

Zachęcam, by zwiedzanie Nowej Huty rozpocząć od Placu Centralnego, gdzie wszystko się zaczęło. Można na nim zobaczyć, w jaki sposób Nowa Huta jest wybudowana, jak odchodzą od niego ulice i jak konsekwentnie trzymany jest tam reżim budowania. NH to przecież miasto zaprojektowane od zera, więc brakuje tam przypadkowości.

 

Plac Centralny z lotu ptaka (źródło: WikiCommons)

Wokół Placu Centralnego mamy Nowohuckie Centrum Kultury, pierwsze bloki typowe dla Nowej Huty oraz mamy restaurację „Stylowa”. To najstarsza restauracja w Nowej Hucie (działa nieprzerwanie od 1956 r.), przez wielu określana mianem „kultowej”. Czas się tam zatrzymał, co widać w wystroju i karcie dań. Na przykład nadal możemy tam zamówić kawę po turecku!

Czy poleca pani „Stylową” Poczytałam komentarze w sieci, są, powiedziałabym, umiarkowane. Niektórzy mówią, że owo „czas się zatrzymał” to akurat w bardzo złym znaczeniu.

Sama na co dzień tam się nie stołuję, ale zwiedzając Nową Hutę z turystami zachęcam, by jednak zrobić w niej chwilę przerwy. Myślę, że jesteśmy przyzwyczajeni do konkretnych standardów czy jakości potraw, czy obsługi i dlatego Stylowa dla wielu osób może być zaskoczeniem w negatywnym tego słowa znaczeniu. Nie mniej jednak „Stylowa” to punkt obowiązkowy przy zwiedzaniu Nowej Huty.

15 minut spacerkiem od Placu Centralnego znajduje się blok, od którego zaczęła się budowa Nowej Huty i tam też bym podeszła.

Idąc tam, przejdziemy przez osiedla i nie warto od nich uciekać, bo właśnie blokowiska są „sercem” Huty.

Dalej ruszyłabym samochodem lub autobusem do kościoła Matki Bożej Królowej Polski, który popularnie znany jest jako Arka Pana.

Intrygująca nazwa. Czy kościół zawdzięcza ją swojemu nietypowemu kształtowi?

Arka Pana swą nazwę zawdzięcza charakterystycznej bryle kościoła. Wybudowano go na kształt Arki Noego osiadłej na górze Ararat. Całość konstrukcji opiera się na 70-metrowym krzyżu, który ma symbolizować maszt arki. Kościół skrywa w sobie wiele symboliki, np. prowadzi do niego 7 drzwi, które są nawiązaniem do siedmiu sakramentów.

Na osiedlu Teatralnym znajduje się z kolei krzyż Nowohucki, który w1957 roku stanął na placu, na którym mieszkańcy domagali się pierwszego w mieście kościoła.

Kościół Arka Pana (źródło: Wikimedia)

 

Nowa Huta

 

Nowa Huta miała być miastem „bez Boga”, czyli początkowo założenia były takie, aby nie budować tam żadnych kościołów i miejsc kultu. Taką antykościelną postawę miały władze PRL. Jednak pod wpływem nacisku mieszkańców NH i na fali październikowej odwilży w 1957r. władze wyraziły zgodę na lokalizację kościoła w miejscu dzisiejszego tzw. Krzyża Nowohuckiego.

Na sam koniec zostawiłabym Centrum Administracyjne Huty im. Lenina. Kombinat metalurgiczny już nie działa, a w Centrum Administracyjnym mieszczą się dziś miejsca rozrywkowe.

Prace rewitalizacyjne Centrum Administracyjnego Kombinatu Nowej Huty trwają już od kilku lat. Raz na czas jest nawet możliwość zwiedzenia „Pałaców Dożów” z przewodnikiem. Obecnie jest tam miejsce rekreacji, food truck park i w czasach przed pandemią organizowane były tam niewielkie koncerty i różne kulturalne wydarzenia.

A jak już się pozwiedzamy Hutę, to proponuję spacer wokół Zalewu Nowohuckiego. To piękny teren rekreacyjny, znajdują się tam też tężnie, więc można powdychać dobre powietrze. A jak ktoś zna ścieżki i nie boi się przechodzić przez dziury w płocie, to  może podejść do dworku Jana Matejki.

Zaraz, zaraz, przecież dobrze pamiętam, że Matejko przyszedł na świat w kamienicy przy ul. Floriańskiej i spędził w niej całe życie – nie licząc wyjazdów związanych z nauką czy pracą poza Krakowem. Do dziś działa tam muzeum poświęcone jego twórczości.

To była letnia rezydencja pod Krakowem, bo przecież jeszcze w XIX wieku dzisiejsza Nowa Huta to była odległa od miasta wieś. W dworku również mieści się muzeum poświęcone Matejce. Dworek to w ogóle inny świat: niby nadal Nowa Huta, ale jak wejdziemy na ten teren, to jesteśmy w starym parku: są drewniane chaty, zieleń, niesamowity spokój. To bardzo silnie kontrastuje z Nową Hutą, którą dopiero co oglądaliśmy po drugiej stronie płotu.

Gdyby turysta miał ograniczoną ilość czasu i zapytał panią, do którego muzeum poświęconego Janowi Matejce się udać – na Floriańską czy właśnie do dworku, to którą instytucję by mu pani poleciła?

Myślę, że gdy chodzi o biografię malarza, to jednak dom przy Floriańskiej, a dworek może stanowić uzupełnienie wiedzy o życiu artysty.

 

 

Jeśli chcielibyście, by Pani Małgorzata oprowadziła Was po Krakowie, wejdźcie na jej stronę na fB: [LINK TU] . Pani Małgorzata pokazuje turystom nie tylko Kraków, lecz również inne miejscowości w Małopolsce.

A już wkrótce kolejna odsłona naszej rozmowy.

1 thought on “Jeśli nie Wawel, to co? Mniej oczywiste trasy w Krakowie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *